Z pamiętnika rolnika czyli 50-lecie muzeum w Szreniawie [sporo fot]
– Snopki siana... Jedzą krowy... Chałupy przykryte okapem. O! Pies na uwięzi... O!
– Ta... Ta... W tak pięknych okolicznościach przyrody... I niepowtarzalnej...
--
Koń... Krowa, kura, kaczka... Kura, kaczka, drób...(...) O! Jest! Widzę! Droga... Chyba na Ostrołękę.
--
Wybraliśmy się na 50-lecie muzeum rolnictwa w Szreniawie.
Misja miała cel edukacyjny.
Nasze miejskie dziecko widząc latem bociany w gniazdach, twierdziło, że są sztuczne - bo nieruchome.
Sztuczny szpetny bocian stoi bowiem niedaleko na naszym osiedlu.
Pojechaliśmy zatem i zostaliśmy zaskoczeni ogromem atrakcji dla mieszczucha.
Ach, ten powiew z obory...
Zootechnikiem, weterynarzem czy żoną rolnika raczej nie chciałabym zostać:)
Niemniej oglądanie uroków przyrody wiejskiej w tak pięknych okolicznościach przyrody miało swój urok.
Z drugiej strony...
Ponieważ ostatnio ciągnie mnie mocno w stronę wegetarianizmu i czasem wręcz weganizmu oglądanie biednej ciężarnej krowy podłączonej do dojarki nie było szczytem marzeń.
Od razu włączyły mi się hardcorowe myśli - wsi spokojna, wsi wesoła...
A co, gdyby pokazali PRAWDZIWE sposoby traktowania zwierząt na wsi - stosowane niegdyś i dzisiaj? "Świniobicie" i inne krwawe obrzędy?
Albo taśmowe metody przemysłowe nowoczesnego rolnictwa?
Grillowana kiełbaska ma gdzieś swój początek...
Podobnie jak przetwory mleczne.
Pani pokazała widzom przygotowanie masła, śmietany, maślanki i zachęcała do spożycia.
Moje trzewia nie były w stanie znieść tego widoku i zapachu bez skrętu kiszek.
O ile łatwiej nie myśleć na co dzień o tym, gdzie i w jakich warunkach ma początek mleko, które nalewamy z ładnego kartonika.
Wracając jednak do łatwiejszych tematów.
Obserwować można było także inne obszary wiejskiej działalności człowieka, nie tylko hodowlę zwierzaków z przeznaczeniem na ubój...
Podkuwanie koni.
Strzyżenie owiec.
Czesanie lnu.
Rzeźbienie smętków.
Wypiek chleba.
Tańce, hulańce, przyśpiewki, wycinanie z hołubca.
Dziecięce zabawy ludowe.
Przygotowywanie przetworów.
Uruchamianie maszyn rolniczych.
Pszczelarstwo.
Garncarstwo.
I wiele innych.
O tym, że mieszczuchy tęsknią za swojskością świadczyła liczba spacerowiczów i długość kolejki po chleb ze smalcem. Albo z gzikiem.
Dziecię zachwycone.
Nakarmiło kozę.
Pobawiło się drewnianymi zwierzątkami.
Poskakało na beli siana.
Popatrzyło w czerwone oczka królika.
Pozachwycało końmi.
A wracając zahaczyło jeszcze o urodziny Zakamarków, o czym w następnym poście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz