środa, 27 sierpnia 2014

Siódme urodziny Zakamarków. I troszkę pomarańczowych zdjęć.

Uświadomiłam sobie, że to już trzecie z rzędu urodziny Zakamarków, na jakich byliśmy z Ni i jakie relacjonuję.


Piąte - na dziedzińcu Dublinera w Centrum Kultury Zamek. Nina uczestniczyła chętnie w zajęciach i niczego się nie bała. Uszyła z XOXO by Oliszka poduszeczkę, którą ma do dziś.


Szóste - w parku obok Starego Browaru. Świętowanie w wykonaniu Niny polegało na jej uciekaniu na przełaj i mojej gonitwie z wózkiem.


I siódme teraz - Nina już od dawna nie jeździ w wózku i choć chętnie uczestniczy w atrakcjach, potrzebuje chwili czasu by ochłonąć i odrzucić swoje zawstydzenie.





Tym razem urodziny Zakamarków miały miejsce w pięknych okolicznościach przyrody obok Cytadeli, w budynku Sceny Wspólnej.


Jak zwykle nie zabrakło książkowych atrakcji dla dzieciaków.


Wspólne pitraszenie z Orzesznicą
Robienie figurek z ziemniaków z Bolusiem.
Malowanie patyków.
Warsztaty, wyzwania, zabawy manualne i intelektualne.
Zajadanie zakamarkowych pomarańczowych lodów o smaku marchewkowym i innych pyszności. Także tych zdrowych:)
Pluszowy, wzbudzający powszechny zachwyt Albert (podobno pewien chłopiec na zakończenie imprezy nie chciał się z nim rozstać i trwała walka o jego odzyskanie...)
Przedstawienie, do którego Ni nie wytrwała umęczona nadmiarem atrakcji tego dnia (byliśmy jeszcze w Szreniawie na 50-leciu muzem).
Książkowe stoisko z pozycjami, których nie trzeba przedstawiać i rekomendować.
Co z tego, że czasem pokropiło, skoro było się gdzie schować?


Co z tego, że miało miejsce klasyczne "zatrzęsienie luda" i okupacja wygodnych miękkich "worko-fotelo-puf":)
Co z tego, że umazałam się pomalowanym z pietyzmem artystycznym patykiem Ni?


Było fajnie, jak co roku.


Jak co roku zakamarkowe urodziny gromadzą ludzi, dla których wyobraźnia i słowo pisane są bezcenne.
Rodziców, którzy wierzą, że z owego patyka i ziemniaka można wyczarować nowe światy.


Dzieci, które tak jak Nina proszą, by im czytać.
Jeszcze. I jeszcze. 

I jeszcze jedną. 

[ przytaczam naszą anegdotę z fan page:
Leżymy w łóżku, Nina prosi bym jej poczytała kolejną książkę przed snem. Jęczę: "nieeee chceeee miii sięeee juuuuuż"... Nina:" Proszę!Proszę!Proszę!". I tak się przekomarzamy przez chwilę. 
W końcu Ni mówi stanowczo: "CHCE CI SIĘ!!TWÓJ ORGANIZM CI MÓWI, ŻE CI SIĘ CHCE!!!" I kładzie mi książkę na brzuchu...]


Drogie Zakamarki, dzięki.


Za Alberta i Dunię, za Pomelo i Nusię. 

Za piękne wydania rozdziałów dzieci z Bullerbyn oraz z książek Astrid Lindgren.

Za książki o pytaniach, myśleniu, zastanawianiu się.
Za książki Piji Lindenbaum i Ulfa Starka.
Za dziki języki Yetiego.
Za dzielne Księżniczki z książki "Księżniczki i smoki".
Za poznawanie świata z Linneą.
Za mamę Indiankę i niesztampowego tatę z książek z serii "Jak tata...".
Za Lalo, Babo i Bintę.
Za ironię pana Wrony.
Za "Chustę babci" i "Lato Stiny", przez które strasznie się spłakałam...


Za frajdę czytania dla dorosłych i dzieci.








post signature

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz