Miałam wizję Kołobrzegu jako spokojnej, cichej miejscowości, urokliwego kurortu.
O ja naiwna:)
Dobrze, że nocleg wykupiliśmy w cichej i spokojnej agroturystyce "daleko od szosy", gdzie odcięci od internetów rozegraliśmy wieczorem rozkoszną partyjkę Monopoly.
W zderzeniu z kołobrzeskim tłumem postanowiliśmy się poszwędać, starając się unikać deptaków i innych miejsc zatłoczonych przez wczasowiczów. Mieliśmy plan przejścia się razem trasą fortyfikacji, ale rzeczywistość zweryfikowała nasze plany i wylądowałam z Ni na placu zabaw i podobno największej w Polsce wystawie budowli z klocków Lego:)
Kiedy pan mąż wyrwał się samotnie na mały spacer trasą historyczną, my zadekowałyśmy się w uroczej czekoladziarni Czarna Mamba, którą bardzo polecamy. To był prawdziwy azyl. W małej piwniczce, wśród sączących się dźwięków Billie Holiday pożarłyśmy gigantyczne porcje lodów zapijając przepyszną gorącą czekoladą...
Wracając do wczasowiczów.
Wczasowicze nad morzem to stonka.
Koniecznie trzeba podkreślić - wczasowicze, nie turyści.
Turyści zwiedzają lub przynajmniej udają. Wczasowicze - snują się jak obłe meduzy bezrefleksyjnie niesione prądem.
To stonka ukierunkowana na usilne pragnienie odpoczywania.
Tak bardzo chcą wypoczywać, że ten upragniony relaks doprowadza ich do białej gorączki.
Widzę miks obłędu i marazmu w oku, te wrzaski na dzieci i otumanione chaosem dzieci Widzę dziki tłum przeciskający się, krążący, szukający prostych atrakcji.
I ryby.
Smażonej ryby, kwintesencji nadmorskiego pobytu.
Do ryby zawsze są kolejki...
Przy rybie są też dyskusje o cenach, o drożyźnie, o innych wczasowiczach. "Halina, Halina, zajmij kolejkę!", "Mariusz!!!! Pani już kończy, siadaj tutaj!!", "Natan, mówiłam ci, jak się nie uspokoisz nie pójdziesz na dyskotekę!!"
Stonka robi też zakupy. Wydaje pieniądze na durnostojki z Chin, pamiątki z Kołobrzegu. Tańczące pieski, kolorowe gluty, maski Hitlera. I chemiczne lody.
Mam wrażenie, że podczas tej wizyty zostałam zalana tandetą i klasycznym polactwem, które skutecznie wyleczyło mnie z chęci powrotu do takiego miejsca.
Przynajmniej w sezonie.
Chociaż to właściwie koniec sezonu.
Pogoda była iście niewyjściowa.
Nina zachwycona grzebała w piasku na plaży a ja jak muzułmanka zawinęłam się w chustę i przeszłam w formę przetrwalnikową.
Paradoksalnie ta pogoda była chyba najciekawsza i pozwoliła na kilka ciekawych zdjęć.
W pełnym słońcu smutek urokliwego Kołobrzegu pożartego przez żarłoczne tsunami klasycznego wczasowicza byłby nie do zniesienia...

Zdjęcia wyszły wspaniałe...
OdpowiedzUsuńNad polskie morze planuję jechać zimą - żeby odpocząć od hałasu i ciągłego pędu. Teraz nawet nie mam ochoty :P
A straganów z chińszczyzną po prostu nie znoszę!
Z Poznania specjalnie szukałam jakiejś fajnej pamiątki dla KoCórki i w końcu znalazłam kolorowankę o historii miasta by miejscowa artystka.