Robin Williams nie żyje.
Ten który mnie chwytał za gardło za czasów durnych i chmurnych rolą Stowarzyszeniu Umarłych Poetów. Rolą, dzięki której poezja swego czasu była modna.
Kapitanie, mój kapitanie...
Dzięki.
Bohater Williamsa zachęcał do patrzenia na sprawy z innej perspektywy.
Staram się znaleźć w codzienności poetyckie okruszki - momenty małych radości, dobrych smaków, zaskakujących widoków, śmiechu.
To działa idealnie pionizująco na moją melancholijną naturę.
Tęcza wśród deszczu.
Robienie przetworów z Niną
Jej szalony rysunek.
Pyszne śniadanie z ostatnich owoców lata.
Jazzowa piosenka przewodnia przy pracy.
Przeczytany fragment książki.
Wyłuskane 40 minut na seans serialu z panem mężem.
Łapię to.
A ostatnio uwieczniam - na Instagramie.
Trzeba oddychać. Nie bać się. Uśmiechnąć.
zgłębij marzenia
bo slogan cię pożre inaczej
(drzewa są własnymi korzeniami
a wiatr jest wiatrem)
sercu zaufaj
gdy morza ogień ogarnie
(i żyj miłością
choć gwiazdy pędzą wspak)
czcij przeszłość
lecz przyszłość z radością przyjmij
(do tańca z własną śmiercią pójdź
na waszym weselu)
nie przejmuj się światem
jego łotrami i bohaterami
(bo bóg kocha dziewczyny
i ziemię i dzień jutrzejszy)
e.e cummings
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz