Im bardziej normalnie za przeproszeniem i be chorobowych cyrków tym mniej ta rutyna zasługuje na opisanie.
Aż do wczoraj.
Bo wczoraj okazało się, że miałam "telefoniczną wywiadówkę" z panią wychowawczynią Ninki.
Która jest jest bardzo ciepłym, doświadczonym, zaangażowanym pedagogiem i znalazła pół godziny na telefon po pracy do mnie.
A czemuż to?
Bo nasz aniołek, nasz ukochany szkrabek, baletnica, księżniczka, myszka i co tam jeszcze zmieniła się nagle w przedszkolu o 180 stopni.
Na niekorzyść.
Tak jak kiedyś wyrywała się do odpowiedzi - dziś nie chce uczestniczyć w zajęciach.
Tak jak współpracowała - przeszkadza wręcz lub sabotuje zajęcia.
Kiedy trzeba iść - ona leży
Kiedy trzeba siedzieć - ona skacze.
Kiedy trzeba słuchać pani - ona śpiewa pod nosem.
I jeszcze mierzy ciocię groźnym spojrzeniem, kiedy jest strofowana.
Rodzicowi robi się jakoś dziwnie.
Aa...Ale... jak to???
Co prawda ostatnio ma fazę sporego wycofania i nieśmiałości przy innych ludziach, ale nie jest krnąbrna czy niegrzeczna...
Jak to się mogło stać?
Szukamy środków zaradczych -za radą pani powstała tablica motywacyjna vel narzędzie szantażu z chmurkami i słoneczkami... Dziś efekt został osiągnięty - pożądanie słoneczka sprawiło, że dziecię było grzeczne...
Dziewczyny z forum sugerują: a może powodem są problemy ze słuchem? Dziecię ma skierowanie na wycięcie trzeciego migdała i zmiany nieżytowe w obojgu uszach. Czas oczekiwania - na NFZ do października... Ostatnio mówiła, że nie słyszy poleceń cioci. Szybko zatem umówiłam nas do laryngologa.
Kumpela Karolina podpowiada: A może nudzi się na zajęciach? Rzeczywiście, w jej grupie są młodsze dzieci, które zawsze prześcigała w odpowiedziach i śmiałości. Może stwierdziła, że ma dosyć popisywania się?
Może to "taki okres" - jeden z wielu, o istnieniu których rodzic dowiaduje się post factum i uczy z nimi sobie radzić? :P
A może gdzieś popełniały błąd, może rozbestwiliśmy naszego stwora choć staramy się być konsekwentni? Przecież nie ma żadnej szkoły dla rodziców.
Chociaż i tak otoczenie wystawia nam cenzurki.
My sami zresztą sobie też.
A potem jeszcze dziecię jak dorośnie nam powie, że i tak byliśmy fatalni:)




Asiu, jeśli chodzi o oczekiwania na konkretne zabiegi: poszukaj na stronie NFZ innych placówek. Bywa, że są wolne miejsca od ręki w szpitalach odległych o kilkanaście km od P-nia :) Pozdrowienia, Ala MM
OdpowiedzUsuń