środa, 21 maja 2014

Wywiadówka

Ostatnio bardzo rzadko piszę. 
Im bardziej normalnie za przeproszeniem i be chorobowych cyrków tym mniej ta rutyna zasługuje na opisanie.

Aż do wczoraj.



Bo wczoraj okazało się, że miałam "telefoniczną wywiadówkę" z panią wychowawczynią Ninki.
Która jest jest bardzo ciepłym, doświadczonym, zaangażowanym pedagogiem i znalazła pół godziny na telefon po pracy do mnie.
A czemuż to?
Bo nasz aniołek, nasz ukochany szkrabek, baletnica, księżniczka, myszka i co tam jeszcze zmieniła się nagle w przedszkolu o 180 stopni. 
Na niekorzyść.
Tak jak kiedyś wyrywała się do odpowiedzi - dziś nie chce uczestniczyć w zajęciach.
Tak jak współpracowała - przeszkadza wręcz lub sabotuje zajęcia.
Kiedy trzeba iść - ona leży
Kiedy trzeba siedzieć - ona skacze.
Kiedy trzeba słuchać pani - ona śpiewa pod nosem.
I jeszcze mierzy ciocię groźnym spojrzeniem, kiedy jest strofowana.

Rodzicowi robi się jakoś dziwnie.



Aa...Ale... jak to???
Co  prawda ostatnio ma fazę sporego wycofania i nieśmiałości przy innych ludziach, ale nie jest krnąbrna czy niegrzeczna...

Jak to się mogło stać?
Szukamy środków zaradczych -za radą pani powstała tablica motywacyjna vel narzędzie szantażu z chmurkami i słoneczkami... Dziś efekt został osiągnięty - pożądanie słoneczka sprawiło, że dziecię było grzeczne...



Dziewczyny z forum sugerują: a może powodem są problemy ze słuchem? Dziecię ma skierowanie na wycięcie trzeciego migdała i zmiany nieżytowe w obojgu uszach. Czas oczekiwania - na NFZ do października... Ostatnio mówiła, że nie słyszy poleceń cioci. Szybko zatem umówiłam nas do laryngologa.



Kumpela Karolina podpowiada: A może nudzi się na zajęciach? Rzeczywiście, w jej grupie są młodsze dzieci, które zawsze prześcigała w odpowiedziach i śmiałości. Może stwierdziła, że ma dosyć popisywania się?

Może to "taki okres" - jeden z wielu, o istnieniu których rodzic dowiaduje się post factum i uczy z nimi sobie radzić? :P

A może gdzieś popełniały błąd, może rozbestwiliśmy naszego stwora choć staramy się być  konsekwentni? Przecież nie ma żadnej szkoły dla rodziców.
Chociaż i tak otoczenie wystawia nam cenzurki.
My sami zresztą sobie też.
A potem jeszcze dziecię jak dorośnie nam powie, że i tak byliśmy fatalni:)


1 komentarz:

  1. Asiu, jeśli chodzi o oczekiwania na konkretne zabiegi: poszukaj na stronie NFZ innych placówek. Bywa, że są wolne miejsca od ręki w szpitalach odległych o kilkanaście km od P-nia :) Pozdrowienia, Ala MM

    OdpowiedzUsuń