piątek, 23 maja 2014

Nie przydeptuj małych skrzydeł

Przeglądając serwis dla rodziców Dzikie Dzieci natknęłam się na rekomendację książki "Nie przydeptuj małych skrzydeł" Katarzyny Wnęk-Joniec.

Ciekawej książki o fatalnej i odstraszającej okładce, którą udało mi się właśnie przeczytać.



Zapoznanie się z nią zajmuje dosłownie pół godziny - ma niewiele ponad 60 stron.
Ale jest przydatna lektura dla rodziców przedszkolaków.
Napisana jest z perspektywy dziecka, które zwraca się do rodzica z prośbą o pewne zachowania lub unikanie innych. Napisana jest w sposób, który chyba w zamierzeniu wyciska łzy wzruszenia rodzicowi obrazującemu sobie swojego malucha podczas czytania.

Często rozmawiamy z panem mężem na temat naszego rodzicielstwa.  Wspólnie ustalamy "front" i metody, staramy się korygować błędy. I staramy się czytać czy wysłuchać innych kiedy pojawia się problem.
Ostatnio pisałam o "niegrzecznych zachowaniach Niny".

Po lekturze książki zaczęłam się nad sobą zastanawiać i nas tym ninkowym zachowaniem zastanawiać.

Książka zwraca uwagę na kwestie, które zawsze wydawały mi się oczywiste.
Na bliskość, czułość, cierpliwość, zrozumienie. Na dostrzeganie wyjątkowości dziecka, na zrozumienie dla jego słabości. Na rozmowy i poświęcanie dziecku czasu, na oswajanie jego lęków. Na umiejętne odmawianie w razie potrzeby, na uczenie podejmowania samodzielnych decyzji i ocenę ryzyka.

Przed wszystkim moją uwagę zwróciły jednak kwestie etykietkowania dziecka, wtłaczania go w role. A przez to - nakazów i zakazów, poleceń. Istotne jest też zwrócenie uwagi na naukę przeżywania przez dziecko złości, negatywnych emocji - nietłumienie ich.

Pomyślałam o swoim podejściu do Niny.

O tym, jak przez morze miłości może wtłaczam ją w jakiś sposób w rolę słodziaka, księżniczki, przytulaska. Bywa w każdej z tych ról po trochu-  ale przecież ma prawo do gorszego dnia, do swojej złości, do bycia rozrabiaką albo ogólnego wypięcia się na wszystko...
I że na to też musi być miejsce, podobnie jak na nudę.
I ma prawo do swojego zdania, do swoich błędów, gustu i nieszczęsnych kucyków...
Manifestuje ten gust ostatnio, sama wybiera sobie stroje i fryzury, a ostatnio na swoje życzenie sypia w sukienkach zamiast piżamy, bo takie ma księżniczkowe marzenie.
Staram się uczyć, że moje dziecko jest coraz starsze i stopniowo będzie się wymykać.

Z drugiej strony długa lista próśb i wskazówek w książce może przytłaczać. W jej świetle wszystko ma znaczenie, każde słowo jest ważne, każdy gest i ton głosu, każde zdarzenie.

Przez taką świadomość można popaść w paranoję i depresję.
Bo przecież rzadko mamy szansę być rodzicem na 100% zaangażowanym.

Przezornie autorka zaznacza więc, że rodzic ma też prawo do błędów.

Uff.
Dziś kiedy dziecko jest w centrum zainteresowań rodziny, łatwo wyhodować rodziców z paranoją czy poczuciem winy. Zawsze znajdzie się małe "ale".
Nie dajmy się zwariować.

4 komentarze:

  1. kiedy dziecko jest w centrum to i ono i rodzice maja problem...

    OdpowiedzUsuń
  2. Chodziło mi o to, że dzisiaj dziecko ma zdecydowanie inną pozycję w rodzinie niż dawniej, w pewien sposób stało się centrum uwagi rodziny. Jego dobro, rozwój, inwestycje poczynione w edukacje, zdrowie, bezpieczeństwo są dla rodziny bardzo ważne, wpływają na wiele podejmowanych wyborów, wymagają wielu decyzji. Także rozumiem Twoje intencje, ale mam nadzieję, że też rozumiesz sens mojej wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, rozumiem. Ale takie myślenie prowadzi do różnych problemów ( powołuje sie na teorie synkretyczną terapii rodzinnej): - frustracja rodzica bo jego potrzeby sa zmarginalizowane, - duże obciążenie psychiczne dziecka. Gdyż rodzina definiuje sie przez jego osiągnięcia. I tym podobne i tak dalej... Generalnie jest tendencja do stawiania dzieci w centrum, ale to zawsze bywa niebezpieczne. Sa badania ( książka " co sie tam dzieje") mówiące o tym, ze rodzice pierwszego dziecka próbują dostosować sie do niego, a w rodzinach wielodzietnych to dzieci dostosowują sie do reszty i dobrze to wpływa na ich dojrzałość emocjonalna. Przepraszam, ze pierwsza wypowiedź byla tak lakoniczna. Chyba nic sie nie dało z niej wyciągnąć;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uważam, że jest Pani wzorem świadomego rodzicielstwa i imponuje u Pani chęć ciągłego rozwoju w tej kwestii :)

    OdpowiedzUsuń