Park Sołacki.
Jest ciepło, ale jeszcze nie gorąco.
Delikatny wiatr przeczesuje gałęzie starych drzew. Światło sączy się leniwie przez liście. Zieleń wydaje się być skąpana w mlecznej poświacie.
Idziemy z moją mamą zaopatrzeni w koc i kosz z domowymi przysmakami na Targ Śniadaniowy.
Siadamy przy jednym z nakrytych obrusem stołów. Już po chwili park zapełnia się amatorami dobrego jedzenia i leniwego polegiwania na świeżym powietrzu.
Kupujemy świeżą kawę z Bike Cafe,
pyszną pitę z hummusem i warzywami z Lavica Gourmet (choć z organizacyjnym wielkim minusem - wegetariańska pita była pieczona na tym samym grillu co mięsna ;/ , choć ja jako pierwsza klientka miałam warzywka bez posmaku...)
baklavę w różnych smakach z Ottomańskiej Pokusy,
I rozpoczynamy ucztowanie;)
Siedząc tak z rodziną i ciesząc się smakami, słońcem, przyrodą, delikatną muzyką czuję, jak radość życia wypełnia każdą komórkę ciała...
Pomysłodawcom oraz poznańskim adaptatorom idei Targu należy się chyba żywy pomnik w postaci zasadzonego drzewa.
Za big idea - bo wielkie pomysły są zawsze proste. Za klimat, za miejscówkę.
Czuję jak to miasto się zmienia, choć na chwilę.
Że robi się w nim miejsce na chwilę spowolnienia.
Idealnie zbiega się to z przeczytaną przeze mnie w wakacje książką Pochwała Powolności Carla Honore, przedstawiającą ruchy i zjawiska tego typu, sens zwolnienia w życiu, możliwość wprowadzania drobnych zmian w tym kierunku, pomimo naszego codziennego zabiegania.
Po śniadaniu jedziemy poszwędać się po Śródce i zwiedzić Bramę Poznania.
Bramy nie da się jednak zwiedzić ze spontaniczną czterolatką.
Niewiele zapamiętuję i nic nie udaje mi się zobaczyć do końca. Nic dziwnego, skoro kilkukrotnie muszę z Ni zjeżdżać windą do toalety:)
Dorosłą wyprawę trzeba odłożyć na inne czasy.
Dzień kończymy wizytą w kinie na trzygodzinnej retransmisji występu Monty Pythona w klimacie chrupiącej żabki, mielonki, martwej papugi o pięknym upierzeniu, świętej inkwizycji, której nikt się nie spodziewa i ducha Grahama Chapmana...
Jak tu nie kochać lata?





















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz