niedziela, 10 sierpnia 2014

Leniwa niedziela: Targ Śniadaniowy i Brama Poznania [dużo zdjęć]

Niedzielny letni poranek.

Park Sołacki.

Jest ciepło, ale jeszcze nie gorąco.
Delikatny wiatr przeczesuje gałęzie starych drzew. Światło sączy się leniwie przez  liście. Zieleń wydaje się być skąpana w mlecznej poświacie.











Idziemy z moją mamą zaopatrzeni w koc i kosz z domowymi przysmakami na Targ Śniadaniowy.

Siadamy przy jednym z nakrytych obrusem stołów. Już po chwili park zapełnia się amatorami dobrego jedzenia i leniwego polegiwania na świeżym powietrzu.




Kupujemy świeżą kawę z Bike Cafe,



pyszną pitę z hummusem i warzywami z Lavica Gourmet  (choć z organizacyjnym wielkim minusem - wegetariańska pita była pieczona na tym samym grillu co mięsna ;/ , choć ja jako pierwsza klientka miałam warzywka bez posmaku...)





baklavę w różnych smakach z Ottomańskiej Pokusy,





oraz świeżo wyciskany sok jabłkowy i wegetariańską quesadillę.




I rozpoczynamy ucztowanie;)




Siedząc tak z rodziną i ciesząc się smakami, słońcem, przyrodą, delikatną muzyką czuję, jak radość życia wypełnia każdą komórkę ciała...

Pomysłodawcom oraz poznańskim adaptatorom idei Targu należy się chyba żywy pomnik w postaci zasadzonego drzewa.
Za big idea - bo wielkie pomysły są zawsze proste. Za klimat, za miejscówkę.
Czuję jak to miasto się zmienia, choć na chwilę.
Że robi się w nim miejsce na chwilę spowolnienia.

Idealnie zbiega się to z przeczytaną przeze mnie w wakacje książką Pochwała Powolności Carla Honore, przedstawiającą ruchy i zjawiska tego typu, sens zwolnienia w życiu, możliwość wprowadzania drobnych zmian w tym kierunku, pomimo naszego codziennego zabiegania.

Po śniadaniu jedziemy poszwędać się po Śródce i zwiedzić Bramę Poznania.










Bramy nie da się jednak zwiedzić ze spontaniczną czterolatką.
Niewiele zapamiętuję i nic nie udaje mi się zobaczyć do końca. Nic dziwnego, skoro kilkukrotnie muszę z Ni zjeżdżać windą do toalety:)
Dorosłą wyprawę trzeba odłożyć na inne czasy.

Dzień kończymy wizytą w kinie na trzygodzinnej retransmisji występu Monty Pythona w klimacie chrupiącej żabki, mielonki, martwej papugi o pięknym upierzeniu, świętej inkwizycji, której nikt się nie spodziewa i ducha Grahama Chapmana...

Jak tu nie kochać lata?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz