czwartek, 3 lipca 2014

Niespodziewanka czyli super tajny prezent na czwarte urodziny Ninki. I wegański tort - motyl

Nadeszły...

Czwarte urodziny Ninki.

Jak to możliwe? Czy to banalne pytanie każdego rodzica?

Jeszcze wczoraj dwuipólkilowy okruszek, dziś pannica z charakterem, indywidualistka, mała kobietka.
Istotka z poczuciem humoru, niezależna i stanowcza.
Rozkosznie przytulasta, spontaniczna i wyznająca swoje uczucia.
Jednocześnie nie do końca oswojona, prawdziwy kot mrużący ślepia i chadzający swoimi ścieżkami.
Mieszkanka nas obojga i ... niezależnego charakteru mojej siostry.
Silna i dzielna, niepokorna już w tym wieku -  a jednocześnie tak krucha, delikatna, wrażliwa...

Z okazji urodzin postanowiliśmy przygotować małą niespodziankę.

Wynajmujemy po razy pierwszy mieszkanie, w którym Nina ma swój własny pokój. Ale, jak to przy przeprowadzkach bywa, po przeniesieniu się ustawiliśmy wszystko "aby stało" i rzuciliśmy się w szalone tango codzienności.
Czasu na zrobienie miejsca przytulnym nie było. Proste jasne meble, brak dekoracji, kosze na zabawki.
Brak charakteru.
Zupełnie.

Aż do teraz.

Wsparta urodzinową żywą gotówką od dziadków z obu stron postanowiłam zrobić tym razem nieco inny prezent.
Pomyślałam o Lisie z Dzieci z Bullerbyn, która na urodziny dostała własny pokoik? Pamiętacie?

"Znajdowaliśmy się w pokoju, którego nigdy  przedtem nie widziałam. Przynajmniej zdawało mi się, że nie widziałam go nigdy  przedtem.  (...) Wtedy zrozumiałam, że znajduję się w pokoju babci i że tatuś niósł mnie tak długo, żeby mnie zmylić. 

Babcia mieszkała u nas, gdy byłam mała, ale przed paru laty przeniosła się do cioci Fridy. Od tego czasu w pokoju tym stały krosna mamy  i leżały w nim sterty gałganków, z których robiła chodniki.

Teraz jednak nie było tam ani sień, ani gałganków. 
Teraz pokój był tak piękny, że myślałam, że stało się to chyba za sprawą jakiegoś dobrego trolla. Mama powiedziała, że tak, przychodził tu troll. 

Trollem tym był tatuś, który wyczarował dla mnie ten pokoik. Ma on być zupełnie mój własny, i to jest mój prezent urodzinowy. Ucieszyłam się tak bardzo, że zaczęłam głośno wykrzykiwać, iż jest to najpiękniejszy prezent urodzinowy, jaki kiedykolwiek dostałam. 

Tatuś powiedział, że mama też pomagała w tych czarach. 

Tatuś wyczarował prześliczne tapety z masą małych, malutkich bukiecików kwiatów, a mamusia firanki na okno. 

Tatuś wieczorami wyczarowywał dla mnie w swoim warsztacie stolarskim komodę i 
okrągły stolik, i półeczkę, i trzy krzesła, i wszystko to pomalował na biało. Mama zaś wyczarowała z gałganków dywaniki w czerwone, żółte, zielone i czarne paski. Widziałam sama, jak tkała je w zimie, ale nie mogłam przecież przypuszczać, że to ja je dostanę.(...)"

I urodziła mi się myśl - chęć zrobienia Ninie takiego właśnie choć symbolicznego prezentu.

Rano przewiązaliśmy jej oczka chustą, ponosiliśmy dla zmyłki po schodach mieszkania i wreszcie znalazła się w swoim pokoju.
Choć troszeczkę odmienionego przez nas w nocy prostymi dekoracjami:)
Jej kącik do spania uczyniliśmy nieco bardziej "dziewczyńskim".



Pojawił się baldachim nad łóżkiem.



I nowa pościel - z księżniczką - a jakże.


I stworzona przeze mnie mięciutka chmurka z jej imieniem, zainspirowana tutorialami z sieci


I dziecięce obrazki nad komodą, nad jej pluszakami, robionymi dla niej od serca przez krewnych i znajomych królika:)
I klosz z Ikei przerobiony przeze mnie na balon podróżnika, także zainspirowany znaleziskami z sieci.



Wszystko to zawiesiliśmy po kryjomu w nocy:)

To nie żadna rewolucja, zaczątek zmian w jej pokoiku, na pewno dorobię jeszcze inne drobiazgi.

Myślę o kulach świetlnych;)

zdjęcie ze strony houseandgarden.co.uk

A na łóżku położyliśmy kolejny prezent - zbiór powiastek Beatrix Potter, w sam raz na smakowite codzienne
dobranocne czytanie. Więcej o nich na doskonałym blogu Zorro.
Czytanie. Bez niego nie może się odbyć żaden wieczór. Przytulone zagłębiamy się w historie. Ostatnio - Pchły Szachrajki, Pan Kuleczki, Wierszy Doroty Gellner, Przygód Nieumiałka i innych. Patrzę na zaciekawioną buźkę, na domaganie się kolejnych historii i wiem, że zasiane ziarno mola książkowego wykiełkowało:)

Do przedszkola przygotowałam zaś wegański tort w kształcie motyla z bitą śmietaną kokosową.

Taki, by inne dzieci z alergiami też mogły go spróbować. Nina dekorowała go ze mną, wyjadając oczywiście z zapałem śmietanę i owoce. Patrzę na nią i widzę siebie, siostrę i wszystkie dzieci od pokoleń wyjadające kremy i polewy prosto z garnuszka:)




Przepis na tort pochodzi z bloga Matki Weganki.
Moja modyfikacja polega na zmniejszeniu ilości cukru - dałam pół szklanki do ciasta, a do masy kokosowej tylko trzy łyżki cukru pudru.

Tort pokroiłam wg wzoru znalezionego na Diy Cozy Home



Efekt?

Ninka była rano oszołomiona, ale po przyjściu z przedszkola pobiegła do pokoiku i zaszyła się pod baldachimem z nowym pluszakiem - księżniczką.
A wieczorem kiedy ją usypiałam powiedziała:
 "Jesteś bardzo kochaną mamusią. Kocham Cię aż do księżyca.
I wiesz co mi się podoba w urodzinach? WSZYSTKO!!!"
I zasnęła:)

1 komentarz:

  1. Bardzo mnie tym wpisem wzruszylas. Sprawiliscie Nince najpiekniejszy prezent pod sloncem! Poswieciliscie swoj czas, zadbaliscie o efekt calkowitego zaskoczenia, juz widze jaj oczy i otwarta buzke. Super, nie tylko pomysl ale i wykonanie. Zaczynasz byc specem od robotek recznych:)

    Pozdrawiam,
    Magdalena

    OdpowiedzUsuń