Poszłyśmy z Ni do tzw. galerii... handlowej. Na shopping.
Kolejny raz pomyślałam sobie, jak to świetnie mieć córkę. Która to weszła jak już wspominałam "w fazę dziewczyńską".
Zatem a zakupach wystąpiła w roli mojego doradcy modowego.
Bezpłatnej (prawie) i ochoczo pracującej stylistki.
Podawała mi wybierane przez siebie buty (strącając z półki inne) - muszę przyznać, że całkiem fajne;)
Ściągała z wieszaka dla mnie bluzki robiąc oczywiście bałagan.
Ciągnęła te bluzki do mnie przez kawałek sklepu po podłodze - musiałam oczywiście szybko interweniować.
Gubiła się między półkami i zamiast oglądać stroje, co chwila nawoływałam ją.
Raz się prawie zgubiła naprawdę na 3 sekundy i straszliwie rozpłakała wołając mnie rozpaczliwie. Skutkiem czego kolejne parę minut spędziłam na tuleniu i wyjaśnianiu, co ma robić w takiej sytuacji.
Zgubiła (moją ulubioną) apaszkę, którą ktoś szczęśliwie odwiesił na balustradzie.
Witała się z manekinami dając im "cześć" - a wyobraźcie sobie rząd manekinów w Zarze, jeden za drugim;). Z każdym musiała się przywitać (prawie urywając im dłoń).
Przy okazji domagała się soczku z Barbie, jazdy na karuzeli, loda w wafelku i oczywiście potem siku.
Także czas zakupów równał się oglądanie minus chodzenie po sklepach w zwolnionym tempie minus realizowanie jej potrzeb.
Na końcu stwierdziła, że bolą ją nóżki. Kiedy wzięłam ją na ręce i jęknęłam "Ty klocku mały" stwierdziła: "Kiedyś byłam małym klockiem, teraz jestem dużym klockiem. Nie ma z nami taty, więc musisz sobie jakoś poradzić"...
Tak więc tachałam ją kawałek drogi. Plus siatę z butami i spodniami dla pana męża.
Naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy chodzą z dziećmi do galerii handlowej DLA ROZRYWKI :ddddd
A tak generalnie, to Ni jest najsłodsza i najkochańsza i po prostu jest dzieckiem. A one i galeria handlowa to zawsze nieporozumienie. Bo dzieci nie powinny tam chodzić, tylko hasać na podwórku;)
-
Ilustracje z serwisu Nickmom.com




Świetna puenta!
OdpowiedzUsuńJa nie lubię chodzić do galerii sama, ale z dzieckiem to już prawdziwa szkoła przetrwania.
Hehe, a galeria handlowa z gromadką dzieci to dopiero Sajgon :)
OdpowiedzUsuń