piątek, 22 marca 2013

Work-life balance, bitch!

Byliśmy z Ni u logopedy.

Wcale nie czuję się specjalnie uspokojona:(

W czasie wizyty nie zdradzała większych oznak jąkania, poza jednym subtelnym epizodem. Po czym po wyjściu z gabinetu strzeliła salwą sylab...

Udało mi się wwcześniej  domu nakręcić film pokazujący poważny epizod jąkania, który obejrzała pani doktor.

Pokiwała głową.

Zanim go pokazałam zmierzała w kierunku jąkania rozwojowego, niepłynności mowy.
Po obejrzeniu filmu zmieniła zdanie...

Musimy pilnować sytuacji z uwagi na wrażliwość Ninki i jej pewną nerwowość, lękliwość. Takie dzieci są bardziej podatne na problemy z mową.

Mamy zalecone ćwiczenia oddechowe i obserwację.

A do tego - wskazanie zachowania spokoju, stałego planu dnia, wyciszenia.

Nasze życie jest monotonne, a jednocześnie paradoksalnie - stresujące. Przynosimy z pracy do domu napięcie, często pracujemy po godzinach. I to w pewnym stopniu odbiło się na Ni. Bajki na laptopie zamiast czytania to jeden z przykładów mojego rodzicielstwa zastępczego.

Do tego dochodzi rychła przeprowadzka, zakopanie w kartonach i chaos. Ale już w przyszłym tygodniu się przenosimy. Tylko znów to prowizorka na pewnien czas. Czy kiedyś osiądziemy na stałe?

Wczoraj odłożyłam pracę na godziny późnowieczorne i spędziłam wieczór z Ni. Czytanie, zagadki, malowanie, kąpiel w pianie - i dziecko było wniebowzięte. Ale usypiając ją później i tak nerwowo patrzyłam na zegarek - "nie wyrobię się, nie zdażę"...

Nie jestem jedyną matką z takimi dylematami.
Ale pojęcie work-life balance to stan aktualnie dla mnie nieosiągalny.
Bo to wygląda tak:





A tu zgrabny cytacik z Deloitte, czym jest work-life balance wg dziennikarki prowadzącej panel.

"Połączenie świata zawodowego z osobistym jest chyba największym życiowym wyzwaniem każdej ambitnej, chcącej realizować się matki. Znalezienie harmonii zakrawa czasem o heroizm, ale jest możliwe.

Co pomaga?

Wyzbycie się przekonania, że we wszystkim musimy być idealne, bo nie musimy, jasne określenie zasad i trzymanie się ich. Mam tu na myśli np. nieprzynoszenie pracy do domu i niepracowanie w weekendy.

Na koniec dobra organizacja czasu z planem uwzględniającym przyjemności"


TAAAAAA....


Kto wymyślił NIEPRACOWANIE w weekendy/wieczorami? Chyba ktoś kto nie pracował w/dla korporacji...

Czasami się zwyczajnie nie da.
To nie urząd, gdzie wychodzisz o piętnastej i masz w nosie... (jeśli pracownicy urzędów myślą inaczej, proszę o komentarz :)

Czy da się być rodzicem przez 4 godziny na dobę???
(trafne sformułowanie zaczerpnęłam od Teraz_Asi)

I czy da się w 4-6h życia prywatnego jakie pozostaje codziennie osiągnąć stan ZEN?

I have no f***  life for having a work-life balance!, excuse my ass!

12 komentarzy:

  1. To tak się tylko w teorii pięknie mówi, że trzeba zachować spokój, wyeliminować stres i zdystansować się w domu do pracy, a w pracy do domu. W praktyce jest to po prostu niemożliwe. No, a przynajmniej nie takie proste i oczywiste.

    Myślę, że pracowanie w weekendy i wieczorami dotyczy nie tylko ludzi z korporacji. ja pracuję w państwowej placówce (szkoła), a tak samo zarywam wieczory-noce, bądź też wstaje o 6 rano, by zdążyć zrobić to, co po prostu mieć muszę, by pracować efektownie. Nie upieram się, że jestem tak samo mocno zaangażowana "po godzinach" jak Ty - porównując swój plan dnia z planem dnia znajomych, którzy pracują po 10 godzin, w dużych firmach wiem, że mam lajtowo. Nie mniej jednak zabieranie "pracy do domu" jest chyba obecnie powszechnym zjawiskiem nie tylko w korporacjach.

    Życzę, by ćwiczenia, które zaleciła Wam pani logopeda przyniosły efekt, a chwilowe trudności poszły sobie daleko.

    OdpowiedzUsuń
  2. hop hop, tu dagh ;) pracuję w korporacji, ale w innej formie i teoretycznie nie przynoszę pracy do domu, bo po prostu nie mam jak. Poza wykonaniem kilku telefonów do Klientów..A. od roku nie pracuje w korporacji, a w "państwówce" dzisiaj jest sobota taka godzina, a on w pracy. Tak więc reguły nie ma. Stresy i tak targamy do domu, a w pracy myślami jestem przy małej. Pamiętasz jak wysyłałaś mi Tracy Hogg? W książce Język dwulatka pisze, że ona po powrocie do domu poświęcała równo godzinę tylko swoim córkom. Staram się tak od jakiegoś czasu... Wszystko się poukłada, trzymam kciuki :) całuski dla Ni.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przytulam mocno. I po co nam była ta emancypacja?! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Może zmniejsz etat, tak by po tym zmniejszeniu wychodziło jednak 8, a nie 10 godzin pracy. Nie wiem w jakiego rodzaju korporacji pracujesz, ale trzeba się liczyć z tym, że te outsourcingowe, za lat np 6 zaczną szukać tańszej siły roboczej elsewhere. I wtedy cały ten czas z dzieckiem nie spędzony będzie bolał jeszcze bardziej.

    Pozdrowienia, ja też korporacyjna i też mama dziecka które przed 22 spać nie chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ty praCUJESZ PO 10H W korporacji?nie mozęsz zrezygnowac do 8?bardzo stracisz finansowo?u mnie narazie tylko ja pracuje po 8h, czasami wyjdę wczęsniej, czyli wychodzi mi nawet 7, staram sie nei brać pracy do domu, a mój Mąż w tym momencie jest bezrobotny :-( bardzo cieżko nam jest finansowo,ale moze jakos damy radę.

    Trzymajcie się!
    Zoa81

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej,
    ja nie pracuję w korporacji, ale często dla korporacji i mój rytm pracy wyznaczają napięte terminy realizacji i przetargów
    Bardzo lubię swoją pracę, tylko czasami spiętrzenie tego wszystkiego powoduje kryzsik jak widać po poście:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bardzo lubię Twoje wpisy, ale z urzędem jednak przesadziłaś i nie podejrzewałam Cie jednak o tego rodzaju oceniające komentarze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy to jest oceniające? Pewnie tak. Chodziło mi o to, że w pracy typu korporacja/agencja normą jest przynoszenie pracy po godzinach do domu i praca w weekendy bo coś się wydarzyło
    Nie sądzę, że tak jest w urzędzie.
    Nie mówię o emocjach i stresie, które są często w różnych miejscach pracy
    Chodzi mi o zamknięcie okienka o 15tej i fajrant..

    OdpowiedzUsuń
  9. życzę powodzenia i efektów u Ni, wierzę, że dacie radę.

    work-life balance, strategia WOW, tablice motywacyjne, o taaak... kocham korporacje;) ale do mojego domu nie mają wstępu.

    pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  10. To ja proponuję popracować trochę w urzędzie. Ja pracowałam w różnych miejscach i za nic nie chciałabym pracować w urzędzie. Bo nie jest tak, że pracę zostawia się wraz z symbolicznym zamknięciem okienka. Dopóki okienko jest otwarte niewiele można zrobić z czynności niezbędnych do przygotowania się na następny dzień następnego siedzenia w okienku. A przecież ta praca nie polega na siedzeniu. I niestety frustracje społeczeństwa i błędne przekonania, jakoś tak nadal zakorzenione w przeszłości, sprawiają, że nikt tej pracy nie docenia, zwłaszcza pracodawca biorąc pod uwagę pensje urzędnicze. Ja się staram nie wypowiadać na temat czegoś, co jest mi obce. Cóż korpo też mam już za sobą...za pewnymi rozwiązaniami tęsknie, co do pewnych mam mnóstwo wątpliwości. Zostawałam po godzinach, ale relatywnie rzadko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale ja też za nic w świecie nie chciałabym pracować w urzędzie.

    Mam nadzieję, że rozumiecie, że moim zamierzeniem była lekka prowokacja - po to dodałam dopisek - że jeśli myślicie inaczej, odezwijcie się...

    OdpowiedzUsuń
  12. każdy rodzaj pracy jest na swój sposób "ciężki". Jednym wydaje się, że praca policjanta to łatwizna, że to sami idioci wcinający pączki i śpiący w radiowozie, a w rzeczywistości tak wcale nie jest to ciągła szarpanina z menelami, od których chce ci się rzygać. Jest to praca zmianowa, gdzie po 8 służbach na noc czujesz się jak skrzyżowanie wampira z zombie... A praca w urzędzie wcale nie jest od godziny 7 do 15. Moja mama pracowała około 16 lat w urzędzie skarbowym, wcale nie była to przyjemna praca, roszczeniowi "głupi" ludzie, czepiający się i pytający dlaczego słońce świeci, po godzinach fajrant? raczej nie, bo nawet wieczorem masz natłok myśli czy dobrze wydałaś komuś decyzję, zdarzało się, że mama musiała zostać po godzinach, szczególnie w okresach wzmożonej gotowości czyli rozliczeń itp. Praca nauczyciela może wydawać się też lekka, bo pracuje mniej godzin w tygodniu, ale jest to praca na 100%, obciążająca psychicznie, jest to praca z żywym człowiekiem, nie można się skryć za mailem, za ekranem kompa. Tu jest ciągła czujność i uwierz mi to męczy. Twoja praca też jest ciężka dla Ciebie, podobnie jak dla mnie praca nauczyciela, dla kogoś innego praca policjanta/policjantki, dla mojej mamy ciężka była praca urzędniczki, dla sąsiadki praca kasjerki itp przykładów można mnożyć. Nie ma chyba takiej pracy, w której się " nie narobisz", dzięki której zyskasz czas dla rodziny, dla dziecka. Duże miasto ma to do siebie, że wszędzie jest daleko, brak własnego środka transportu potęguję przepaść i ten czas "stracony" to właśnie wycieczki autobusem, tramwajem, bieganie, pośpiech. Czy to matka z korporacji czy z urzędu czy policjantka czy kasjerka z biedronki, czy nauczycielka, gdzieś każda po drodze traci czas, który mogłaby spożytkować z dzieckiem. Ciekawy wpis i bardzo fajnie Asiu, że poruszasz takie społeczne kwestie. jednak kwestie oceny wykonywanych zawodów są bardzo subiektywne. Pozdrawiam :) Gosia (Volaantis)

    OdpowiedzUsuń