"To jest mój przedszkol!" - zakrzyknęła Ni.
I nie chciała opuścić budynku.
Bo skoro może być ten żłobek, dlaczego nie może być "ten przedszkol"?
Okrzyk został wydany na dniach otwartych w poznańskim przedszkolu "Mali Europejczycy", gdzie dziś się pojawiliśmy.
I od razu zachwyceni złożyliśmy wniosek.
Przed rozpoczęciem rekrutacji (ruszyła dzisiaj) wybrałam 3 przedszkola w obrębie naszej dzielnicy, które mnie zainteresowały. Moją uwagę zwróciło głównie to - gdzie w ramach standardowej płatności realizowanych jest mnóstwo zajęć dodatkowych.
Angielski.
Zajęcia teatralne.
Zajęcia czytelnicze.
Zajęcia ruchowe.
Zajęcia muzyczne.
Zajęcia taneczne.
Zajęcia europejskie.
I tak dalej.
Nic dziwnego, że na dniach otwartych był tłum rodziców. Każde z nas było swoim konkurentem o cenne dobro... Tymczasem jak wiadomo preferowane są dzieci samotnych mam, z rodzin zastępczych lub niepełnosprawne.
Jakoś nie spełniamy żadnego kryterium.
Co nie zmienia faktu, że mamy nadzieję.
Przedszkole jest dosłownie obwieszone pracami dzieci.
Ale nie tylko. Bo także podziękowaniami dla rodziców i wszystkich, którzy się udzielają.
Na korytarzu stoi klatka z ptaszkami i żółwiem, którym dzieci się opiekują.
Jest też chociażby kącik regionalny. I gier logicznych.
I plastyczny
I laboratorium.
A rodzice? Mogą oglądać wydarzenia i postępy dzieci na specjalnych tablicach, na Facebooku, korzystać z maila przypisanego do danej grupy. Mogą się udzielać społecznie w przedszkolu. Dziadkowie też - np czytając dzieciom bajki.
Przedszkole stara się ponadto o certyfikat daltoński - prowadząc specyficzną metodologię edukacyjną powiązaną z tygodniowymi zadaniami dla dzieci. Współpracuje z wieloma instytucjami i placówkami za granicą.
Wyposażenie jest nowe, kolorowe.
A personel - poprzez to co widzę - jestem przekonana, że jest zaangażowany i kreatywny.
Da się?
Da się.
W państwowej placówce.
Zakochaliśmy się z miejsca. I trzymamy kciuki, by Ni się tam dostała....
Poczułam, że to przedszkole - mam nadzieję - stawia na budowanie wspólnoty i poczucia wspólnej sprawy dla dzieci. I dla społeczności, jaką tworzą też rodziny i nauczyciele. Poczułam przypływ dobrej energii.
Mam tylko jedno pytanie.
Dlaczego w żłobku było tak szaro i smutnawo?
A przedszkole może być tak radosne, twórcze i zachęcające?
Trzymam kciuki, żeby sie dostała!! :)
OdpowiedzUsuńTosia tez bardzo długo mówiła "przedszkol":)
OdpowiedzUsuńPowodzenia życzę, żeby się udało.
My szukamy dalej odpowiedniej placówki. Jak już napisałam na fb, przedszkole, które typowaliśmy w tym momencie nie wchodzi w grę. Totalnie zniechęciła mnie pani dyrektor, która najpierw, patrząc na Tosię powiedziała "ona chyba jeszcze za mała", nie raczyła nawet zapytać ile ma lat, po prostu tak na oko stwierdziła, że nie. Następnie na każde nasze pytanie odpowiadała "wszystko jest napisane w karcie zgłoszeń", a kiedy wychodziliśmy natknęliśmy się na grupę maluchów wracających ze spaceru - wrzeszcząca przepitym i przepalonym głosem pani(z całym szacunkiem dla niej) wychowawczyni totalnie mnie zniechęciła i odstraszyła.
Sama jestem nauczycielem i szczerze nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek zbyła jakiegoś rodzica stwierdzeniem, że wszystko ma napisanie gdzieś tam na kartce, czy tym podobnym tekstem; nie wyobrażam tez sobie, bym kiedykolwiek wrzasnęła na dziecko (szkolne dziecko, a więc sporo starsze niż te maluchy) w taki sposób, w jaki uczyniła to tamta pani.
Może i dobrze, że się tak wszystko poskładało. Mam dzięki temu jakiś obraz tej placówki (być może błędny, być może trafiłam na zły dzień, nie wiem. wiem natomiast, że szukam przedszkola, w którym dziecko będzie spokojne i szczęśliwe).
Ja może jestem jakaś dziwna, albo się naczytałam Carla Honore, ale mnie taki urodzaj w ofercie przedszkola zniechęca. 1/3 tego spokojnie wystarczy, by skutecznie zająć 3-6-latki, nadmiar oznacza przestymulowanie. Sama szukam przedszkola, w którym dzieci trochę się nudzą czasami, mają szanse same sobie wymyślić zabawę, grę, najlepiej na dworzu, najlepiej przy każdej pogodzie.
OdpowiedzUsuńSkoro się niepokoicie o przyjęcie, wnoszę, że nie jest to przedszkole z dietami (bo w takim Ninka ma ekstra punkty), dopytajcie więc, co Wasze dziecko będzie jadło, gdy reszta grupy dostanie naleśniki z serem (bo może chleb i dżem i tu się często kończy inwencja kuchni).
Bum i bach! Otagowałam Cię!
OdpowiedzUsuńZapraszam do zabawy!
http://marys.blox.pl/2013/03/Pytanie-obrazek-odpowiedz.html
Rozmawiałam w zeszłym roku ze znajomą znajomego która prosiła o rady odnośnie przedszkoli w okolicy. No i pytała o to najbardziej oblegane na co ja jej "Bardzo ciężko się dostać, no chyba że jest pani samotną marką". A ona spontanicznie "Niestety nie".
OdpowiedzUsuńDO czego to doszło, żeby o byciu samotną matką dorosłe kobiety mówiły "niestety nie ..."
MG - zdecydowanie wolę mieć wybór odrzucania ewentualnych dodatkowych zajęć w przedszkolu które ma taką ofertę, niż martwienia się, że dzieci nic nie robią, snują się a nauczyciel nie ma konkretnego planu.
OdpowiedzUsuńJa też czytałam "Pod Presją" i się zgadzam z wieloma założeniami autora.
Ale widziałam równiez plan dnai dzieci i to, że te wszystkie zajęcia realizowane sa stopniowo i wymiennie.
I nadal marzę nierealistycznie, że się tam dostanie.
Ja odwiedziłam ostatnio trochę przedszkoli. Zajęcia zimowe ze zjeżdżania na materacach :) ze sporej górki, zajęcia na zjeżdżaniu zimowym na 3 kołowym rowerku z nieco mniejszej górki, zajęcia ze stania i gapienia się na kury, świnki (w sensie nie że morskie, normalne świnki) tudzież karmienia ich ew. innych dbałości, zajęcia z kopania w śniegu, lepienia bałwana iglo i co się tam jeszcze da, pieczenia parówek na grilu, chodzenia do lasu, tańczenia jak dziki, wydzierania się, piszczenia tudzież darcia paszczy na nutę ulubionej piosenki puszczonej z radia. Aha no i prawie cały czas na zewnątrz, to podstawa. Kurcze, tyle że to nie PL.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia
J.
Mi podobało się w tym przedszkolu także to, że mają wielki ogród i salę gimnastyczną w razie niepogody. A w ogrodzie kącik Picassa do prac plastycznych:)Zimą były zaś zawody międzyprzedszkolne w zjeżdżaniu na bele czym;)
OdpowiedzUsuń