Nie mam nic przeciwko Dniowi Kobiet.
Raczej wręcz razi mnie idiotyczne oskarżenie, że jest to "komunistyczny wymysł" (radzę zajrzeć do historii powszechnej).
Dostaję w tym dniu wręczone przez męża z przymrużeniem oka goździka, rajstopy, płyn Ludwik i Goplanę.
Do tego czekoladę i tulipanka w pracy, parę smsów.
I jest po wszystkim.
W moim życiu nic się nie zmienia.
Nachodzi mnie tylko czasem kilka refleksji.
Pierwsza, lekko ironiczna, to taka, że wychodzi na to, że dzień kobiet to ja mam codziennie.
Dlaczego?
Pan mąż aktywnie uczestniczy w prowadzeniu gospodarstwa domowego. Zakupy, sprzątanie, opieka nad dzieckiem, pranie, prasowanie, czasem gotowanie - to codzienność. Podobno odstajemy od średniej krajowej.
My to nazywamy normą.
Choć niektórzy z pewnością chętnie nazwaliby pana męża pantoflarzem i jeleniem.
Ot, takie etykietki.
Druga to przemyślenia o tym, (inspirowane weekendowym wywiadem z A.Graff nt. pozycji kobiety i mężczyzny w kontekście feminizmu i rodzicielstwa w Wyborczej) ile zyskałyśmy współcześnie w porównaniu do naszych babć i prababć a jednocześnie jak bardzo zwiększyła się presja. Bo mamy prawo robić kariery (oczywiście zarabiając odpowiednio mniej w porównaniu do mężczyzn), ale jednocześnie mamy obowiązek realizować się w sferze domowej i macierzyńskiej.
Każde odstępstwo od reguły (naginanej w zależności od intepretacji - chodzi w końcu o to, by upokorzyć) jest złe.
Kobieta będąca matką niepracująca zawodowo - bezmózga kura domowa.
Kobieta niebędąca matką niepracująca zawodowo - pasożyt społeczny
Kobieta będąca matką pracująca zawodowo - mało efektywny pracownik wysokiego ryzyka
Kobieta niebędąca matką pracująca zawodowo - karierowiczowska sucz
Kobieta karmiąca piersią - dojna krowa uwiązana do bachora
Kobieta niekarmiąca piersią - zimna egoistka niebędąca w pełni matką
Ot takie etykietki.
Trzecia - że jak występujesz publicznie w duecie z dzieckiem to przestajesz być kobieta a jesteś TYLKO mamą.
W przychodni władczo bezosobowe - "mama, trzymaj! mama rozbierz!". Gdybym była bez dziecka, byłabym dalej panią.
W czasie ciąży w pracy usłyszałam o sobie parę razy dosłownie, niby żartobliwie: "mamuśka". Gdyby nie brzuch, byłabym dalej sobą.
Ot takie etykietki.
Bez etykiet nie da się funkcjonować, porządkują życie.
Sama łatwo wrzuciłam matkę z McDonald'sa czy mamę ze szpitala do swojego wora z ocenami...
Oceniamy się bezustannie.
Z okazji dnia kobiet te etykietki stają się bardziej wyraźne, czasem palące i piekące.
Najbardziej - kiedy okazuje się, że niektóre są boleśnie zakodowane w głowie i niemo się godzisz na nie.
W stosunku do siebie i do innych kobiet.

Czy zmuszano Cię, byś wyszła za mąż?
OdpowiedzUsuńCzy zmuszano Cię, byś została matką?
Zapomniałaś napisać, że kobieta będąca matką pracująca zawodowo to też egoistka, która zamiast siedzieć z dzieckiem i stworzyć mu ciepły, rodzinny dom, goni za pieniędzmi. :]
OdpowiedzUsuńAnonimowy z godziny 8.01: nie mam pojęcia, jak te pytania mają się do tekstu.
Komentarz pierwszy - poproszę o rozwinięcie wypowiedzi bo nie rozumiem tej niezwykle wyrafinowanej logiki hejtera.
OdpowiedzUsuńTak samo jak sie idiotycznie krzyczy, ze Walentynki i Halloween to amerykanski wymysl :-)
OdpowiedzUsuńWracajac do tematu...mailo byc dlugo, bo temat mi bliski ale ogranicze sie do paru zdan.
Dzien Kobiet tak malo lubiany i to przewaznie bardziej przez same kobiety niz przez mezczyzn. Nie szanujemy sie, nie czujemy jednosci, wspolczucia, bliskosci, zawsze murem stajemy przy mezczyznach bardzo rzadko przy kobietach, jednoczymy sie tylko na chwile w szczytnym celu by zaraz ta sama kobiete opluc, osadzic, wydac wyrok. Niestety to nie stareotyp to fakt.
Prosty przyklad, maz zdradza zone, kogo zona obwinia? Kochanke, przeciez suka wiedziala, ze jest zonaty... czesto i gesto zony wybaczaja, ba! czasem udaja, ze nie widza, w koncu czego nie robi sie dla dobra rodziny.
Same sobie jestesmy winne wiekszosci etykietek, bo przewaznie to my same je wystawiamy innym kobietom.W meskim srodowisku jak mezczyzna skacze od jednej panienki do drugiej uznawany jest za ogiera w najlepszym tego slowa znaczeniu a jak kobieta tak sobie skacze od jednego do drugiego przez same kobiety zostaje wyzwana i opluta. Tak , tak drogie panie, same sobie piwa nawazylysmy.
Dlatego wazne jest abysmy swoje corki (synow takze) uczyly szacunku do innych kobiet, do siebie i same je szanowaly. Nie bijmy naszych dzieci i nie usprawiedliwiajmy siebie i innych, przypomnijmy sobie jak to bylo jak nas bito i co wtedy czulysmy. Odwrocimy te chore zwyczaje i przede wszystkim szanujmy inne kobiety nawet jak sa ladniejsze, madrzejsze, bogatsze... Szanujmy siebie.
Spoznione ale nadal aktualne:
Wszystkiego dobrego kobietki.
Kylana
Kolego Anonimowy z pierwszego komentarza, czy na pewno przeczytałeś cały wpis? Jeśli tak to gorąco polecam zapoznanie się z poniższymi linkami:
OdpowiedzUsuńhttp://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksja_(medycyna)
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20121206/WIEM/121209758
http://pl.wikipedia.org/wiki/Logika
Ciepło pozdrawiam.
Tak... ostatnio na studiach, "kolega" z grupy stwierdził, że kobieta która przebywa na kolejnym urlopie wychowawczym (macierzyński, wychowawczy, w trakcie rodzi kolejne dziecko, kolejny macierzyński i kolejny wychowawczy) jest - wtórnym analfabetą :] Najwyraźniej fakt, iż kobieta będąc na wychowawczym może się nadal rozwijać (choćby poprzez takie studia) nie zmieścił się w jego wielkiej mądrej głowie ;>
OdpowiedzUsuńAnia S.
Jak to Legolas powiedział Gimlemu (Gimliemu?): Na to elfy nie mają odpowiedzi ;)
OdpowiedzUsuńPowiedział w książce; na film ta akurat rozmowa między nimi byłaby raczej zbyt advanced ;)
Ja doświadczyłam delikatniejszego piętnowania. Nikt do mnie nie mówi mamuśka ani mama. Kiedy byłam w ciąży, to w pracy nikt nie pozwalał sobie na nieprzyjemne komentarze wprost, ale coś musiało być szeptane za moimi plecami, bo po zachowaniu widziałam zmianę u niektórych koleżanek - czasami płynąca z zazdrości a czasami z niezrozumienia. O kobietach niepracujących zawodowo a mających dzieci nie myślę jako o bezmózgowcach, ale tylko wtedy, jeśli rzeczywiście zachowuje się jak inteligentne osoby. Jeśli kobieta zachowuje się w mojej opinii głupio w wielu sytuacjach, to fakt, że posiada dzieci jest "kolejnym gwoździem do trumny". Bo matka nie może sobie pozwolić na wiele błędów, które są wybaczane nie-matkom z tego prostego powodu, że jest obserwowana bacznie i naśladowana a jej zachowanie ma wpływ na postrzegania świata małego człowieka. Albo przynajmniej powinna się starać zachowywać mądrze.
OdpowiedzUsuńPoza tym sama jestem mamą, w ciążę zaszłam w trakcie studiów, urodziłam też na studiach. Ja zajmuję się dzieckiem i ciut domem, mąż pracuje zawodowo i odwala kawał dobrej pracy w domu - znaczy się sprząta, robi zakupy, obiady (i to często na dwa dni,żebym następnego dnia, gdy zostanę sama w domy bo on w pracy, nie musiała gotować). Mąż ma swoje hobby, zainteresowania i robi to co robi z radością.
Mój wywód dłuższy jest po to, by dać odpór stereotypom. Wiem, że wiele kobiet ma ciężką sytuację, ale uważam, że każdy ma to, na co zasłużył. Każda z nas sama sobie wybierała męża, zawód, decydowała się na dziecko. To prawda, że kobiety są potwornie dyskryminowane i etykietowane, ale uważam, że w większości przypadków same na to pozwalamy. Ba! Ja nie spotkałam się ze złym traktowaniem ze strony mężczyzn, a raczej z ich usłużnością, gdy widzieli mój ogromny brzuch. Za to niektóre kobiety były małymi potworami. Może o to chodziło Anonimowemu na początku? Nie chodzi o to, by odbierać nam rację. Zresztą statystyki mówią same za siebie (polecam lekturę "Czarnej księgi kobiet") lecz o to, byśmy same sobie nie dokładały cierpienia. I same się nie zgadzały na poniżanie i nieodpowiednie traktowanie.