Troszkę sobie rzęzimy grupowo i pojedyczno.
Przywleczona ze żłobka po 4 dniach chodzenia do niego choroba dopadła nas wszystkich.
Kaszlemy niemożebnie i smarkaci jesteśmy. Bu w ubiegły weekend była w takim stanie, że trzymaliśmy zapakowaną torbę do szpitala w pogotowiu i naprędce zakupiliśmy śpiwór licząc się z możliwością spania na podłodze... Pan mąż pojechał z nią zresztą wykończony na Krysiewicza, gdzie pierwszy raz nikt jej nawet nie obejrzał pomimo temperatury 39 stopni przez cały weekend.
Ni dochodzi do siebie.
Gorzej z nami.
Na dodatek przygnębiła nas ta cała historia żłobkowa i zdecydowaliśmy się zakończyć ze smutkiem przygodę Ni z tą placówką. I to cholibka w momencie, kiedy nawet udało mi się załatwić żywienie uwzględniające jej ewentualne alergie.:(
Niestety należy spojrzeć prawdzie w oczy.
Żłobek w naszym przypadku okazał się atakiem plag egipskich...
Pierwsza choroba dopadła Bu już 4 września.
Przeżyła w krótkim czasie obturacyjne i zwykłe zapalenie oskrzeli, zapalenie ucha, chorobę bostońską, atak pokrzywki, zapalenie spojówek...Kilka razy miała robionego rentgena, USG brzuszka, miała zakładane wenflony, podłączane kroplówki.
Do teraz nie była ani jednego pełnego miesiąca w żłobku.
Dwa razy zaliczyła szpital.
Skonsumowała tonę leków doustnie dożylnie i wziewnie przez inhalator elektryczny i pneumatyczny.
Przebywaliśmy non stop na zwolnieniach lub spłukiwaliśmy się na doraźną opiekę oraz na lekarzy wszelkiej maści. Przeżywaliśmy ogromny stres i lęk o nią. Nie spaliśmy nocami walcząc z kaszlem, płaczem i temperaturą. Nasze rodziny też się zamartwiały. Wreszcie oczywiście ona sama była wykończona.
W naszym przypadku minusy zdrowotne przeważyły.
Choć nie da się zapomnieć o wielkich plusach żłobka - początkowa niechęć Bu do żłoba została przełamana, pokochała rytmikę, nauczyła się nowych piosenek i wierszy, uspołeczniła, nauczyła korzystać z nocnika.
Jest nam straszliwie przykro, bo wiemy jak cieszyła się na myśl o pójściu do dzieci. Ale nie możemy pozwolić na jej dalsze osłabianie a sobie - na dalsze koszty zawodowe i podwójne obciążenie finansowe (bo przecież trzeba opłacić i żłobek i nianię tymczasową).
Ninka zostanie więc z nianią do września, kiedy to planujemy zapisać ją znów do placówki - tym razem do przedszkola. Tymczasem poszukamy zajęć adaptacyjnych w naszym otoczeniu, by choć trochę jej wynagrodzić całodobowe przebywanie tylko z dorosłymi.
Bardzo bardzo mi smutno, że tak to się potoczyło...
Swoją drogą, nic dziwnego, że żłobek to wylęgarnia chorób. Dzieci przez całą zimę nie wychodzą na dwór. Rodzice przyprowadzają zakatarzone szkraby - bo często nie mają wyjścia. Na dodatek Bu jest obciążona swoją historią medyczną - przebywaniem pod respiratorem. Dotarłam do kilku artykułów z czasopism medycznych z których jasno wynika, że Ni jest bardziej narażona na choroby układu oddechowego niż inne dzieci.
No cóż, jasno się o tym przekonaliśmy.
P.S Wszystkich zaglądających zapraszam na Fejsbuczka Kiddie, gdzie osłupiała w zachwycie wrzucam "najgenialniejsze i przezabawne teksty mojego super wybitnego dziecka" :D


Myślę, że to słuszna decyzja :)
OdpowiedzUsuńAsiu, dobrze zrobiliście, zdrowie Niny najważniejsze :)
OdpowiedzUsuńVolaantis (Gosia)
Bardzo słuszna decyzja.My właśnie przez wizję chorób nie posłaliśmy małej do żłobka.Miałam możliwość zabierać ją do pracy,ale i w tej zaczęła chorować(jestem/byłam nianią-właśnie z niej zrezygnowałam)
OdpowiedzUsuńCzy Ninka miała szczepionkę na RSV(Synagis)?
Niestety nie miała takiej szczepionki, szczerze mówiąc nie wiedziałam, że można takową zakupić. Była szczepiona na pneumokoki, ale na menigokoki już nie. I na ospę dodatkowo.
OdpowiedzUsuńMy miałyśmy przepisaną przez dr. jeszcze w szpitalu bo mała miała dysplazję oskrzelową(1 dawka prywatnie wykupiona to koszt 5tys,a potrzeba było 5) pneumokoki też robiliśmy(rota,meningo,ospę nie)
UsuńJeśli Ninka jest w żłobku to możesz się starać o szczepionkę na meningokoki z puli darmowych z Sanepidu-tak było u mnie w ubiegłym roku(Białystok)
Teraz będę się o nią starać we wrześniu-jednak mała do oddziału przedszkolnego pójdzie.
No to chyba nas ominęła szczepionka, natomiast dziękuję Ci za info i będę się dowiadywać kiedy Ni pójdzie do przedszkola.
UsuńPrzykro mi że Was choróbska pokonały. Ale 3 urodziny to zwykle przełom z perspektywy immunologicznej. Mam nadzieję, że przedszkole Ninka powita 100% frekwencją :)
OdpowiedzUsuńMy właśnie się zastanawiamy nad tym samym, jeśli chodzi o przedszkole....Cały czas przeżywamy takie same sytuacje. Niech szlag trafi te wszystkie instytucje.
OdpowiedzUsuńJestem z synkiem w domu, ale od września chciałabym, aby poszedł do przedszkola. Będzie z tym problem, bo nie będzie miał 3 lat. Chcę ze względu na aspekt społeczny, widzę jak się garnie do dzieci. Wszyscy mnie straszą, że zacznie chorować...Czy to jest reguła? Nie!!! Dzieci mojej szwagierki trzymały się nieźle, więc na Boga nie ma co uprawiać czarnowidztwa. Ni też "odsapnie", naładuje akumulatory i będzie OK!!!
OdpowiedzUsuńTrzymajcie się zdrowo!
a nie myśleliście o prywatnym żłobku? koszt podobny do niani, zalet sporo.
OdpowiedzUsuńnasz żłobek jest kameralny, stała grupa dzieci jest niewielka, więcej dochodzących na dodatkowe zajęcia. w ubiegłym roku szefowa żłobka i my rodzice ustaliliśmy, że chorych dzieci do żłobka nie przyprowadzamy i to pomogło, dzieciaki od siebie nie łapią. na dwór wychodzą codziennie, chyba, że pada deszcz. reszta jak w państwowym żłobku - nocnikowanie, samodzielne jedzenie, muzyka, tańcowanie, piosenki, plastyka, wspólne "gotowanie" i wiele innych.
dużo zdrówka dla Ni.
Dzięki dziewczyny!
OdpowiedzUsuńUla - ja byłam wielką optymistką jeśli chodzi o żłobek. liczyłam się z chorobami, ale nie aż takimi.
Jeśli chodzi o prywatny żłobek to myśleliśmy o tym, ale w naszej bliskiej okolicy nam nie pasują, a nie mamy auta by podjechać i ją zawieźć.Robi się wtedy logistyczny problem. Dlatego będę szukać zajęć adaptacyjnych no i całe szczęście idzie wiosna i lato i będzie dużo na podwórku na placu zabaw z dziećmi.
Bardzo mi przykro, że Wasza mała Bu tak choruje odżłobkowo. Nic przyjemnego - ani dla Was, ani dla niej. Może faktycznie wystarczą jej zajęcia co jakiś czas w jakimś klubie maluszka, bo szkoda też, żeby nie miała kontaktu z dziećmi. Zdrowie najważniejsze, oby zawsze Wam dopisywało!
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńMatko boska, jaki chorobowy maraton! Ja z tych samych powodów (choć aż tak dramatycznie nie było) zrezygnowałam z pobytu mojego synka w klubiku i swojej pracy dorywczej w przedszkolu - nie wiem skąd cholerstwa przychodziły ale pokonały nas. Wyślij nianię na zajęcia dla maluchów, można znaleźć bezpłatne. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńDziękujemy za wsparcie! Ninka od tygodnia jest z nową nianią, a ja jak się okazało się zaraziłam i zaniedbałam sprawę i właśnie kuruję zapalenie oskrzeli.
OdpowiedzUsuńBez przesady z tym kontaktem z innymi dziecmi. Socjalne kontakty maja znaczenie od trzeciego roku zycia dziecka! Wazniejsze jest zdrowie Bu i odbudowanie systemu immunologicznego.
OdpowiedzUsuńMocno pozdrawiam,
mama Mati
U nas jest podobnie:( Starszy jak pójdzie do przedszkola, po 2-3 dniach zawsze coś przywlecze, i potem Małemu się dostaje. Obecnie oba kaszlą okropnie, oba na antybiotykach, i ten Młodszy zapalenia płuc dostał. Tak więc łączymy się z Wami w chorobowym kaszlowym bólu:)
OdpowiedzUsuńMamo Mati - wydaje mi się, że to kiedy kontakty mają znaczenie zależne jest od charakteru dziecka. Moim zdaniem Nince one bardzo dobrze służą (pomijając negatywny wpływ na jej zdrowie...). Myślę, że wiek jest tu sprawą indywidualną. Ninka będzie teraz w domu, a dodatkowo będzie chodzić do klubiku na parę godzin w tygodniu.
OdpowiedzUsuń