Zostałam zaproszona przez Hanię z serwisu W roli mamy do wzięcia udziału w konkursie "Mama bloguje"
Ponieważ do wygrania jest miecz świetlny Jedi, nie wahałam się ani chwili:)
(kiedy powiedziałam Panu mężowi, że można wygrać miecz, aż stracił dech z zachwytu biedaczek i rzucił: MUSIMY KONIECZNIE wygrać miecz świetlny... Dla Buby... Co ONA zrobi biedna bez miecza Jedi???!!!" Akurat w tym się geekowsko zgadzamy...)
Mój wpis konkursowy znajduje się tutaj, ale wklejam go także poniżej . Odzwierciedla moje ostatnie myśli o macierzyństwie.
Tak tak, można na niego głosować, przybliżając mnie do wygranej miecza :P
P.S Więcej wierszy genialnego e.e cummingsa tutaj
( dostałam upragniony tomik jego utworów od przyjaciółek będąc w liceum. Dziewczyny, pamiętam!)
--
***Noszę Twe serce z sobą
Noszę twe serce z sobą (noszę je w moim
sercu) nigdy się z nim nie rozstaję (gdzie idę
ty idziesz ze mną; cokolwiek robię samotnie
jest twoim dziełem, kochanie)
i nie znam lęku
przed losem (ty jesteś moim losem) nie pragnę
piękniejszych światów (ty jesteś mój świat prawdziwy)
ty jesteś tym co księżyc od dawien dawna znaczył
tobą jest co słońce kiedykolwiek zaśpiewa
oto jest tajemnica której nie dzielę z nikim
(korzeń korzenia zalążek pierwszy zalążka
niebo nieba nad drzewem co zwie się życiem; i rośnie
wyżej niż dusza zapragnie i umysł zdoła zataić)
cud co gwiazdy prowadzi po udzielnych orbitach
noszę twe serce z sobą (noszę je w moim sercu)
e.e.cummings
Ten
wiersz chodzi za mną, we mnie i ze mną od lat. Chociaż jest to wyznanie
miłosne do kobiety, idealnie odzwierciedla dzisiaj moje odczucia
związane z macierzyństwem.
Kiedy moja córka przyszła na świat usłyszałam od mojej mamy
znamienne zdanie: "teraz już zawsze i na zawsze będziesz mamą, a ona
Twoim dzieckiem"...
Pępowina mentalna nigdy nie zostanie odcięta.
Noszę serce mojej córki ze sobą i nigdy się z nim nie rozstaję.
Odkąd się pojawiła na świecie wiele codziennych decyzji, począwszy od tych najprostszych podejmuję przez pryzmat jej obecności.
Budzę się z myślą o niej, lub literalnie - z nią skaczącą po mnie. Zasypiam słuchając jej równego oddechu.
Kiedy wyjeżdżam, wciąż jest ze mną w mojej głowie, jak niewidzialny bagaż i ukryty skarb.
To
jej obecność i jej charakter zmieniły mnie i kształtują nadal jako
człowieka. Planowana i oczekiwana z niecierpliwością i tak wybuchła jak
supernowa wrzucona w sam środek poukładanego życia. Bo, jak mawiają
bohaterowie skeczu Monty Pythona: "nikt nie spodziewa się hiszpańskiej
inkwizycji"...
Ten ukochany inkwizytor zawłaszcza sen, czas, sposób spędzania dnia, myśli, kieszeń, łóżko, przestrzeń.
Czasem
jestem wykończona, czasem zirytowana, czasem czuję się
ubezwłasnowolniona i wyzuta ze swoich potrzeb. Gdy padam zmęczona, gryzę
się jednocześnie, że nie spędzam z nią aktywnie czasu.
Zresztą czasu mam tak mało, że teorie o praktycznym egoizmie matki,
która powinna zaspokajać i swoje potrzeby by być szczęśliwa i spełniona,
nie mają w moim życiu racji bytu. Nie mam czasu na realizację nawet
podstawowych zadań.
Noszę więc serce mojej córki ze sobą. Często w biegu, między jednym
spotkaniem i mailem firmowym a drugim, w kolejce w sklepie, na
przystanku, kiedy przytupuję z zimna.
Miłość do córki jest
rośliną, która każdego dnia pnie się coraz wyżej i rozrasta jak dziki
ogród. Czasem piękny, czasem tajemniczy, czasem nieprzewidywalny, czasem
groźny.
Noszę jej serce z sobą (noszę je w moim
sercu) nigdy się z nim nie rozstaję
Kiedy jesteś zmęczona, zestresowana i zniechęcona, podchodzi do Ciebie mała istotka i na ucho szepcze: "Kocham mamusię na świecie". I o to chodzi. Masz cały sens i powód. I ładowanie bateryjki tego serca, które ze sobą nosisz.
OdpowiedzUsuńBardzo piękny wpis. :) Znam mamy, które mówią, że tak nie wolno. Ale kiedy czasem, bardzo rzadko, napijemy się razem, żal i łzy z nich ciekną.
OdpowiedzUsuń