Nina zadaje pytania.
Na razie w miarę proste.
A co to jest?
A po co to jest?
Widzę głód wiedzy w jej oczach.
Kiedy pokazuje mi okulary przeciwsłoneczne nie mówię tylko - taaa, to są okulary.
Mówię, że chronią oczy przed promieniowaniem, że są pokryte filtrem. I... łapię się na niewiedzy!
Skracam więc wypowiedź nie chcąc wprowadzać dziecka w błąd.
Nina kiwa głową z zapałem: "Taaaak, masz rację, taaaak, wiem!". I na koniec dorzuca "Ninka wszystko rozumie. Jest mądra".
Rozczulam się i widzę, jak dziecko jest szczęśliwe, kiedy objaśnia mu się świat i traktuje jako partnera.
Bardzo często zadaję jej pytanie: "A jak myślisz?" - i ona się zastanawia, lub rzuca: "Nie wiem. Nie mam pojęcia. Powiedz". Wtedy daję jej odpowiedź.
Mam nadzieję, że pobudzam jej samodzielne myślenie.
I widzę jak już teraz niektóre pytania prowokują mnie samą do zastanowienia się. Czy to oby na pewno tak działa? Jak to było? O co to chodziło?
To kolejny aspekt w jakim dziecko zmusza rodzica do rozwoju, do pogłębiania własnej wiedzy. Lub do zwyczajnego przyznania się: " Nie wiem. Ale dla Ciebie sprawdzę. Dowiemy się razem".
Nauczyli mnie tego moi rodzice.
Doskonale pamiętam, że stały u mnie za młodu na półce zakupione przez
rodziców popularnonaukowe pozycje dla dzieci z ilustracjami
Edwarda Lutczyna.
Pozycje pod znamiennymi tytułami:
Były też chociażby książeczki z dziedziny edukacji seksualnej np. Mirosława Huszcza "Skąd się biorą dzieci" z ilustracjami Wandy Orlińskiej. Miałam też zresztą taką, w której były zdjęcia nagiej rodziny - kobiety, mężczyzny i dzieci. Zero ściemy. Zero niedomówień. Prosto, przyjaźnie i w sposób dostosowany do wieku. (Swoją drogą jestem ciekawa czy w dzisiejszych książeczkach są takie ilustracje jak niżej? )
Tak na marginesie - mój tata zresztą zakupił już dla Ni "Wielką księgę cipek" i "Wielką księgę siusiaków" "na zaś" jak już będzie starsza.
Rodzice zawsze mnie zachęcali do szperania w encyklopedii, szukania odpowiedzi. Być może nawet dziś mój zawód, który ma wiele wspólnego z błyskawicznym researchem i przetwarzaniem informacji jest tego pochodną?
Marzy mi się, że moje dziecko będzie chciało ciągle pytać.
I że ja będę w stanie udzielać jej poprawnych i aktualnych odpowiedzi...
W którymś momencie przegram z Google, ale póki co - fajnie być dla dziecka alfą i omegą...






Zapiszę te tytuły, bo nie znam niestety. Dzięki :)
OdpowiedzUsuńNie wiem czy ta wiedza w nich zawarta, się nie zdezaktualizowała, ale kiedyś dla mnie to był hit. spis treści przykładowej http://lubimyczytac.pl/ksiazka/63719/dlaczego-woda-jest-mokra-czyli-odpowiedzi-na-glupie-pytania
OdpowiedzUsuńAha w tej edukującej seksualnie jest przestarzały motyw - tata z synem czekają przy telefonie stacjonarnym na wieści o mamie w szpitalu. :)
książki z serii "dlaczego..." tak mnie zaciekawiły, że zaryzykowałam i właśnie zakupiłam wszystkie 3 na allegro ;)
OdpowiedzUsuńCieszę się i daj koniecznie znać, jakie jest Twoje o nich zdanie - ja nie miałam ich w ręku od stu lat:)
OdpowiedzUsuńMy również jesteśmy bombardowani pytaniami, na które staramy się uzyskiwać odpowiedź od Szyma :) Często jest "bo?", "żeby?" itp. Albo sam stwierdza, że "Nóż jest ostry. Jakby nie był ostry to byłby tępy." :)
OdpowiedzUsuńCZtery lata i juz przestajemy być potrzebni. "Tato, co to jest atom?" M. produkuje się, tłumacząc. Po 10ciu sekundach tłumaczenia na twarzy córki naszej pojawia się irytacja, która poł roku temu nie istniała.....i słyszymy "Dobrze, dobrze! Już wiem, rozumiem!" i trzaśniecie drzwiami.:)))
OdpowiedzUsuńjestem jak najbardziej na TAK jeśli chodzi o pokazywanie dzieciom świata, zaspokajanie ich ciekawości, nie pomijając i nie stosując uników; jestem na TAK za rozmowami o seksualnej stronie człowieka i to za rozmowami od przysłowiowej kołyski, ale jestem na NIE dla książek "Wielka księga cipek" i "Wielka księga siusiaków"; ilustracje w tych książkach mające, pewnie w pierwotnym zamyśle, być humorystyczne ocierają się w moim odczuciu o ekshibicjonizm (np. pan z penisem w wzwodzie wyskakujący zza krzaka). Treść tez pozostawia wiele do życzenia. Bycie na siłę wyzwolonym czasem może dać efekt bycia żałosnym i prostackim.
OdpowiedzUsuńJak dla mnie: seks i ludzką seksualność można przedstawić z większym poczuciem smaku nie ocierając się o wulgarność.
Muszę Ci powiedzieć, że mnie również przraziły ilustracje w tej książce i odłożyłam ją na półkę wysoko (np. realistyczna ilustracja porodu). Ja też muszę chyba do niej dojrzeć. Niemniej szanuję tatę, że zdecydował się taką książkę kupić wnuczce
UsuńJa również nie jestem przekonany.
Usuńidea szczytna - i za tę idee ja też pochwalę, bo niewielu jest chyba takich dziadków
Usuń