czwartek, 3 stycznia 2013

O królewiątku. Rozważania z okazji 2,5 roku Ni

Coś nas rozbiera na czynniki pierwsze.

Ni w drugi dzień świąt dopadło nagłe zapalenie ucha. Skutkiem czego pół stycznia spędzi w domu. Opadają nam już ręce...

Moje niedoleczone przeziębienie wigilijne daje także o sobie znać. Temperatura i dreszcze postanowiły mnie dopaść podczas wczorajszej wieczornej nieobecności pana męża za dnia siedzącego na zwolnieniu z Bu a wieczorem nadganiającego robotę.

Właśnie wtedy kiedy trzeba było przecież uśpić potwora.

Który to ani myślał zasnąć i skakał zaśmiewając się dziko.

- Myszko, zaopiekujesz się mamusią? - wystękałam przez nos próbując odwołując się do jej empatii przeforsować położenie się i przytulenie - Mamusia jest chora, źle się czuje... Zaopiekuj się mamusią... Chlip... Połóż się już... Przytul się do  mnie...Proszę...
- Ja nie jestem mamusią!!  - odparła dziecina z przekonaniem - Jestem córeczką. Kochaną Ninką  - dodała stanowczo.

No tak.
To tyle w temacie, gdyby mamusia miała wątpliwości.
Powinna znać swoje miejsce w tym układzie.
To mamusia jest w końcu od opiekowania się Ninką.
Żadne słabe szantaże emocjonalne nie przejdą!

Na szczęście w parze z jej stanowczymi słowami poszło po chwili głaskanie mnie, zaglądanie mi w oczy i zadawanie pytań o to jak się czuję.

Niemniej ten i inne wieczory, podczas których mała wojuje do jedenastej zamiast spać przysparzają mi tematu do rozważań.

Zwłaszcza z okazji ukończenia przez Ni dzisiaj 2,5 roku zastanawiam się nad tym, na ile z naszej córeczki wyhodowaliśmy swoimi błędami  małe królewiątko...

Urocze królewiątko, ale jednak rozbrykane...
Które jest świadome naszej absolutnej miłości i uwielbienia, dzięki którym wiele rzeczy uchodzi jej na sucho.
Które nie potrafi zasypiać i spać samo.
Które porzuciło swoje dziecięce łóżeczko i  akceptuje wyłącznie spanie "na dużym" w towarzystwie rodzica. Najlepiej tatusia. W zasadzie wyłącznie tatusia.
Które nauczyło się parę naszych zachowań wymuszać rykiem - na przykład wieczorne podanie smoczka czy nocne podgrzewanie mleka.
Które wybrzydza podczas jedzenia, potrafi je niestety zrzucić ze stołu w akcie focha i ucieka od stołu.
Które kiedy nie chce zasypiać, urządza pokazówkę śmiechów, skoków i śpiewania, recytowania - bo wie, że skutecznie odwróci tym uwagę od celu rodziców jakim jest skuteczna pacyfikacja.

Wiele z moich mądrości i założeń dotyczących tego, jak będę wychowywać mogę dziś schować do kieszeni...
Chyba nic tak nie zweryfikowało ich jak  przede wszystkim choroby małej.
Od czasu OIOMu a także od pójścia do żłobka i notorycznych w związku z tym chorób trzęsiemy się na dźwięk każdego kichnięcia i pewnie pozwalamy jej na więcej byleby mieć chwilę spokoju...

Parzymy na swoje zmęczenie - i podejmujemy właśnie plany naprawcze.

A z drugiej strony - dajemy sobie prawo do błędów i ich naprawiania.

To ciekawe, że w procesie edukacji budowa pantofelka jest ważniejsza od budowania kompetencji osobistych, nauki lepszej komunikacji, cierpliwości, sztuki dyplomacji i tego wszystkiego z czego jest się sprawdzanym na każdym kroku jako rodzic - podczas najważniejszego egzaminu w życiu.


5 komentarzy:

  1. To zabawne :) Parę dni temu napisałam właśnie artykuł o tym, jak to euglena zielona ciągle przebija wiedzę o życiu i jak szkoła nie do końca chce zrozumiec, że sa rzeczy, które naprawdę przydałyby sie bardziej...ech. nic to.
    A dziecko macie zupełnie normalne. Każde chorowite, tak samo jak nasze, ma focha. Bo jest zmęczone. Bo często źle się czuje. Bo mało wychodzi i mało ma kontaktu z realnym światem. W tej chwili Nina ma 2.5. Nasza Mia ma 4 i dużo więcej mozlliwości wyrażania tego samego, co Wasza córa. Też nagle wybrała nasze łóżko, bo przecież jak jest chora, to śpi u nas. Też wymusza rykiem i grymasi. Mam wrażenie, że jest to norma ogólna.
    Bo empatia pojawia sie podobno w okolicach 6go roku życia i wcześniej nie ma co oczekiwać. A jeśli komuś się udaje wcześniej, to albo wytresował, albo ma baaardzo szczególny egzemplarz.
    Trzymajcie się i nie martwcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany. Nie wiem czy zrozumialam intencję, ale sądzisz, ze skopiowalam pomysl? Zarzekam się i zaklinam, ze to zbieg okoliczności. Zajrzałam do Ciebie teraz zanipokojona, nadrobilam ostatnie posty i widzę -faktycznie, bardzo podobny tok rozumowania nam się zdarzyl. Gdybym zapozyczyla inspirację, na pewno bym wspomniala o tym! Nie uznaję mysli kradzionych. No coz jedyny komentarz to great minds think alike...:p

      Usuń
  2. Ależ nigdy w życiu!! :) Po prostu stwierdzam, że większośc z nas ma podobne przemyślenia na temat edukacji średnioszkolnej. :) Uściski wielkie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jak nie mialam dziecka, cżesto zwrcalam uwagę na inne dzieci, jak źle sie zachowują w sklepie, w miejscach publicznych itp, ze cżesto to wina rodziców. niestety czasami jest tak, żep omimo tego, że rodzice siebardzo starają, nie uda im siewychowac dziecka tak jak oni chcą.
    moja coka też chodzi do złobka pierwszrok, w grudniu byla tylko 3 dni!!!!bo cały czas chorowała. Też miała zapalenia ucha. Dostała narazie antybiotyk Ceklor, któy w ogole na nią nie podziałał, a póxniej antybiotyk Summamed i ten pomógl. Teraz poszła 3 dzień do złobka i już zaczyna kasłac, no ręce opadają. Czy moje dziecko, karmione piersią przez rok,dziecko które ma apetyt i je wg mnie zdrowo ma taką słaba odpornosć?czy tak po prostu jest???
    zoa81

    OdpowiedzUsuń
  4. no to obie mamy pecha, bo u nas jest podobnie. ale to tez kwestia ogolnej postawy rodzicow, ktorzy prowadzaja chore dzieci do zlobka...

    OdpowiedzUsuń