piątek, 11 stycznia 2013

Nina strikes back!

Jesteśmy z powrotem. Wypuścili nas wczoraj wieczorem.
Diagnoza?
Nie wiadomo do końca.

Stwierdzona jednak alergia IGE zależna. :((
Nakaz dalszej diagnostyki u alergologa (hura! udało mi się umówić wizytę na NFZ "już" na sierpień 2013...)
Do tego prikaz diety hypoalegicznej - nie wiem jakim cudem mi się uda ją namówić na jedzenie jałowego jedzenia... Na razie ryż z jabłkiem i zupa jarzynowa wylądowały dzikim rzutem na moich spodniach...

A cała historia  z powodu bardzo silnej wszechobecnej pokrzywki i nocnej opuchlizny buzi, która mnie totalnie lękowo sparaliżowała (wystarczy wpisać w google obrzęk naczynioruchowy by zobrazować sobie jej stan...)

Nie wiemy czy silnie zareagowała na antybiotyk na zapalenie ucha, czy też na podkradzioną mi z szafki czekoladę z orzechami (moja wina!), a może na liźniętą tylko mandarynkę.

Musimy ją przebadać na wszelkie możliwe sposoby.

Najgorsze że dwa miesiące temu miała robione podstawowe testy alergiczne i IGE wyszło w normie. A dziś - wynosi już 463 (norma - do 60). Do tego wysokie CRP i zapalenie gardła. I na dokładkę pozytywne miano IGG na mononukleozę, a zatem całkiem niedawno miała z nią kontakt lub ją przechodziła, czego nie byliśmy świadomi.

Podsumowanie jest takie:
- znów nie do końca wiadomo co jej jest i lekarze przyznają, że jej wyniki są dziwne
- znów czeka nas udręka badań, testów i związane z tym wydatki
- wcześniejsze wyniki testów alergicznych możemy sobie wyrzucić do śmieci
- nie wiadomo co dalej z jej chodzeniem do żłobka
- czas się mocno dokształcić w zakresie żywienia alergika
- czas kupić porządny śpiwór i materac  do szpitala, bo pewnie jeszcze tam się pojawimy...
- nie ma niczego gorszego niż paniczny podchodzący do gardła lęk o własne dziecko i jego zdrowie...
- kolejny raz jestem wdzięczna szpitalowi za poważne potraktowanie przypadku Ni, diagnostykę i przyjazne w miarę możliwości warunki;  choć spanie na kafelkach na sali wieloosobowej oraz wiszenie za dnia na plastikowym krześle  nie należy do szczytu marzeń, to jednak oddział jest wyremontowany, dość czysty i kolorowy, a personel życzliwy dzieciom
- badanie Ni, pobieranie krwi i jakiekolwiek działania medyczne przyprawiały mnie o dreszcze. Okraszone były kopaniem, wierzganiem, rykiem, histerią. Moje dziecko darło się do personelu na cały szpital: "nie chcę! nie rób tego! nie lubię! nie dotykaj!". Kilka osób musiało ją trzymać, nie dawała się dotknąć. To ciężkie przeżycie dla rodzica...

Dziękujemy znów czytaczom i przyjaciołom za kciuki i dobre słowo, a Agacie i Michałowi dodatkowo za karimatowo-śpiworową pomoc:)

Nasunęło mi się jeszcze parę przemyśleń m.in. o stylach rodzicielstwa z jakimi miałam kontakt, ale to temat na osobnego posta. Kolczyki u rocznej dziewczynki, tłuczenie dziecka  w pupę i straszenie laczkiem, matki szesnastki o wyglądzie cholas, matki przekarmiające dzieci... Było ciekawie.

7 komentarzy:

  1. Moja znajoma miała taką reakcję na antybiotyk, ale dodatkowo bolał ją brzuch.

    OdpowiedzUsuń
  2. współczuję wam tych chorobowych przeżyć. też mam cały czas w pamięci jak mój syn się darł do pielęgniarek w szpitalu: Dlaczego wy mi to robicie???
    Miał 4-latka a panie pobierały krew i zakładały wenflon.. Pozdrawiam, Kasia

    OdpowiedzUsuń
  3. moja córka na augmentin , raz zareagowała czerwonymi jak burak policzkami:)Mam dwójke dzieci alergików w domu..wiem przez co przechodzisz, przynajmniej sobie wyobrażam.

    Zapraszam po odbiór wyróżnienia Versatile Blogger Award http://mamajaga.blogspot.com/2013/01/versatile-blogger-award-i-czego-o-mnie.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej,

    Nie czytałam komentarzy przy wcześniejszych postach, więc może ktoś już ten temat poruszał, ale czy może Nina była badana pod kątem niedoborów odporności? (nie wygląda to na jakiś ciążki zespół, bo objawy wtedy są inne, ale gdyby był jakiś niewielki wrodzony niedobór limfocytów albo Ig, to w połączeniu z tą feralną alergią być może zaostrzałby jej przebieg...)

    Trzymam kciuki za Was!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli chcesz pogadać o zywieniu alergika, to daj znać na moim blogu, bo chyba już nie mamy swich numerów telefonów. Sonka jest uczulona na wszystko łącznie z marchwią, na większość owoców i warzyw, na nabiał, jajka, mieso, szytuczne barwniki....Więc wiem,jaki szok się przeżywa na poczatku, kiedy trzeba samemu zacząć piec chleb w domu. Na pocieszenie powiem Ci, że to bardzo szybko staje sie rutyną i okazuje sie, że wcale nie sprawia problemu. Ba, zaczynasz być dumna, że nie jecie sklepowego żarcia. :) Chętnie Cię wspomogę, prowadzę też bloga kulinarngo dla matek alergików. Na początek pamiętaj, że ilość alergenów w jedzeniu nie ma znaczenia - szczypta zadziała tak samo, jak kilogram. Pozdrawiam Was serdecznie!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. U mojego syna podanie antybiotyku podczas przechodzenia mononukleozy (nie wiedzielismy,ze przechodzi,wyglądalo to na zapalenie ucha i zapalenie gardla)dalo dokladnie taki sam efekt.To jest wlaśnie objaw,że dziecko przechodzi mono. Objawów innych nie mial,poza lekko powiększonymi węzlami.Dopiero po tej mega wysypce i opuchnięciu w momencie okazalo się, co wlaściwie mlodemu bylo.
    Pozdrawiam Eli

    OdpowiedzUsuń
  7. Asiu, czy Nina dostała augmentin? Bo mój alergiczny Ernest po podaniu tego antybiotyku i mononukleozie miał właśnie takie objawy, na Krysiewicza na ostrym od razu połączyli te fakty. Jak widać z czesania forum takie przypadki nie są odosobnione: http://forum.gazeta.pl/forum/w,566,140341806,140429325,Re_co_to_za_choroba_.html

    OdpowiedzUsuń