wtorek, 25 grudnia 2012

Święta, święta i po świętach. Ekspresowa Wigilia.

Nie chcę barszczyku! (Plask! Miska barszczu z chlupotem została odwrócona do góry dnem i wszystko popłynęło na biały obrus).
Nie chcę pieroga! (rzut na podłogę).
Nie chcę uszek! (żarliwe kręcenie głową).
Chcę rybki! (próba smakowa) Nie chcę rybki! (wyplucie).

Chcę chlebka!

Tak to tym sposobem dziecko w Wigilię jadło suchy chlebek. I popijało soczkiem marchwiowym.


Największym hitem prezentowym pod choinką (ubraną ostatecznie przeze mnie mimo pięknej i nierealistycznej wizji ubierania jej z dziecięciem) okazał się zestaw małego lekarza zrobiony przez rodziców - biały woreczek  z naszytym czerwonym krzyżem a'la apteczka, bandaż, pudełka po lekach, strzykawka.
Ochoczo zabrała się do robienia nam zastrzyków i bandażowania lalek.

Hitem okazał się też zestaw do pieczenia - wałek, foremki, pędzelek silikonowy, forma do ciasta. Przystąpiła do wałkowania z zapałem ojca po głowie i pędzlowania ekranu laptopa, z którego sączył się jazzik Melody Gardot i Madeleine Peyroux.

Do Wigilii zasiedliśmy w trójkę o dziewiętnastej. Po 15 minutach przerywanych wybrzydzaniem Ni było po wszystkim. Jeszcze rozmowa na Skype z dziadkami i ogłosiliśmy zakończenie części oficjalnej.

Kurtyna w dół, przebieramy się w domowe ubrania.

Tym bardziej, że Ni ochlapała elegancką suknię sokiem, a mnie przed samą kolacją dopadło paskudne przeziębienie ze stanem podgorączkowym, dreszczami i bólem gardła.

Dopchałam się na koniec makowcem i brownies, zapiłam kubkiem herbaty i Fervexu zamiast planowanego grzanego wina.  A potem pokasłując zaszyłam pod kocem z Grey's Anatomy na ekranie laptopa.
Pan mąż zaś powędrował wykończony okiełznywaniem Bu spać  razem ze sprawczynią tego wykończenia.

I tak wbrew planom romantycznego wieczoru zakończyła się nasza pierwsza trzyosobowa Wigilia. Może tym lepiej, bo zbyt wiele myśli o Drogich Nieobecnych kołacze się w głowie...

Minęła w iście gorączkowej atmosfera, apsik.

A jak minęły Wasze Wigilie?

5 komentarzy:

  1. Jak przeczytałam o Twojej NI, to widzę moją Majkę. Rok temu wypiła tylko soczek, który dzięki Bogu, przyniosłam do teściów. W tym roku było lepiej, bo przyniosłam do pierogi ruskie, które zjadła.Gdyby nie pierogi wróciłaby głodna do domu..
    Poza tym było całkiem przyjemnie i rodzinnie, jak nie u teściów;)
    Życzę dużo zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasza wigilia nie była ekspresowa, ale przy naszym stole zasiadło trzy razy więcej osób niz u was;-)
    Za to jeśli chodzi o spożywanie wigilijnych potraw przez Najmłodszą, to był barszczyk z "tradycyjnym wigilijnym jajeczkiem", koniecznie zabielony smietanka, żeby był taki jak w przedszkolu- z tego zjedzone zostało jajeczko. Potem kawałek suchej bułki i jeden pieróg ruski. I to by było na tyle. A był czas, lata świetlne temu (czyli jak Truśka miała niecałe dwa latka), że rzucała się na iszka z grzybami (które w tym czasie z uwagi na młody wiek niechętnie jej daliśmy), wyjadała z upodobaniem kawałeczki karpia pracowicie przez tatusia oskubane z ości. Ech, żal, że już minęło i na razie nie wraca....
    Wszystkiego dobrego dla was w Nowym Roku, zdrowia przede wszystkim i więcej czasu, mniej pracy, ale pieniążków co najmniej tyle samo;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nam z kolei dziecię nie chciało zrobić sobie drzemki pomimo wstania o wczesnej porze, dlatego wraz z kuzynką równolatką już mniej więcej 2 godziny przed planowaną Wigilią zaczęły marudzić, wytrącając z równowagi swoich rodziców ;) Natomiast gdy już udało się usiąść wszystkim do stołu - Nina, po kilku kęsach karpia zasnęła na siedząco :) Co więcej, pomimo że była to godzina 17 z małym hakiem - Nina postanowiła już spać do rana, więc prezenty rozpakowywała w amerykańskim stylu - następnego ranka :)
    A ja, jako że noszę w sobie obecnie kolejnego potomka, z przerażeniem myślę o przyszłorocznych świętach, zaś na normalne, spokojne święta będę musiała poczekać jeszcze... chyba z 5 lat?! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. trojaczkowa mamusia29 grudnia 2012 14:48

    a nasze swieta fantastyczne. Dzieciaczki udalo sie polozyc przed wigilia na drzemke. Na samej wigilii jadly wszystko co sie im na stol podalo ;) misiu zjadl pol miski tortellini, zupe grzybowa i dwa kawalki lososia. Dziewczyny ciout mniej ale i tak jak na ich codzienne marudzenia (zwlaszcza ameli) to super. jak dla mnie wigilia moglaby byc codziennie- po pierwsze nic nie musialam samaprzygotowywac bo jechalismy na gotowe a po drugie dzieciaki zajadaly z takim smakiem ze mi az milo bylo patrzec :) po koledach- prezenty- jeszcze cudowniejszy moment... ach... te swieta na dlugo pozostana w pamieci i mam nadzieje ze przyszle beda jescze bardziej wyjatkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie ma się co dziwić, dziecko wyczuło fałsz, pisałaś kiedyś o tym, że wychowujecie ją w duchu ateistycznym;-) to i karpikiem splunie i pierożkiem rzuci, nieprzyzwyczajona do katolickich gusł;-)

    zaznaczam - żartowałam!

    wszystkiego dobrego w nowym roku:-)

    OdpowiedzUsuń