Podajemy jej różowy kubeczek.
Nie ten, nie teeeeen, chcę RÓŻOWY kubeczek!! - rozpacza dziecina
Rzucamy się na poszukiwanie kolejnego kubeczka..
Ma kubeczki fioletowe.
I różowe.
I żółte.
I zielone.
I pomarańczowe.
Etc.
Przeszukiwanie szafek i zabawek trwa dłuższą chwilę.
Każdy kubek okazuje się nie tym upragnionym. A ryk się wzmaga.
Koniec końców okazuje się, że chodziło o niebieski....
Jak na razie nauka kolorów idzie raźno, ale bezskutecznie.
Oby przyspieszyła, bo dziecię nauczyło się nazw kolorów, ale nie za bardzo je rozróżnia.
Po chwili kubeczek zostaje porzucony na rzecz filiżanki. Ze spodeczkiem.
W której to dziecina przynosi mi uszyte przez Kasię truskawki. Chwytam filiżankę byle jak, udając że wypijam ten koktajl.
- ZA USZKO!!!! - drze się Ni patrząc z wyrzutem.
No tak, babcia J. nauczyła małą podczas swojego pobytu jak elegancko jeść i pić "jak w kawiarni".
I teraz własna matka w oczach dziecka okazuje się nieokrzesanym burakiem.:)
Następnie dziecina domaga się założenia mojej koszulki od piżamy, która sięga jej po kostki. I korali.
Ale nie nie tych, te się jej nie podobają (rzuca nimi przez pół pokoju).
Innych!
- Jestem księżniczką! - oznajmia dumna.
No tak, 3 stycznia kończy 2,5 roku.
Przed nami etap księżniczek, przyjęć, kucyków i baletnic...
I kolorów. Poprawnie nazwanych.

Przyjęcia z księżniczkami Was nie ominą :D
OdpowiedzUsuńha,ha,ha... a no... u nas na torcie na 3 i 4 lata były księżniczki - najpierw Bella, potem Ariel...
OdpowiedzUsuńZochacz też jeszcze nie ogarnia kolorów
OdpowiedzUsuńU nas bialy, czarny i zolty sa poprawnie rozpoznawalne. Kazdy inny to zielony :)
OdpowiedzUsuń