wtorek, 16 września 2014

Zaułki Cytadeli. Impresja sobotnia.

Poznańska Cytadela to dla wielu tylko park, miejsce wypoczynku, leżenia na trawie, rodzinnych spacerów.

Pan mąż jako pasjonat fortyfikacji zna to - nie tylko to - związane z historią militarną Poznania miejsce jak własną kieszeń.


W sobotę powłóczyliśmy się mniej uczęszczanymi ścieżkami.
Dzień buchał pełnią życia, dojrzałą stonowaną radością jesiennego dnia. 
Jaśniał kontrastami - letniej temperatury i wrześniowych tonacji jesieni. 

niedziela, 14 września 2014

BLOGinie wcinają torty i piją drinki z palemką pod palmami

W sobotę siedziałam pod palmą pijąc kolorowego drinka z palemką.

Nie na Seszelach, ale w Ecotropicanie, na spotkaniu BLOGiń.

BLOGinie to oczywiście mamy - blogerki, które na spotkaniu mogły poczuć się bosko we własnej skórze, zrelaksowane i wyrwane z kieratu vel słodkich rodzinnych pieleszy.
Między innymi dzięki czterem godzinom wolnego czasu bez dzieci:)

Spotkanie zorganizowały i zapięły na ostatni guzik Lena z Matki Wygodnej i Marta z Matki nie Wariatki.

Były wspomniane owocowe lekkie drinki  przygotowane przez barmana z Ice Baru, szampan i blogerski  vel BLOGiński tort od Tortów-online.

Zawsze funkcjonowałam na uboczu blogerskiego świata - nikt mnie nie zna i ja nikogo nie znam:)
Tymczasem może się to zmieni?
W końcu pisałam ostatnio o rzeczach, które robię pierwszy raz w życiu - i to jedna z nich. Jedna z tych dobrych rzeczy związanych z otwarciem się na innych i na siebie... Było bardzo fajnie, zwyczajnie-niezwyczajnie;)

BLOGinie przy drinkach miały też "spotkanie z ciekawym człowiekiem":D
  • panią Anią, dyrektor sprzedaży marki Mary Kay, która zafundowała nam zabieg o rozkosznej nazwie Satynowe Dłonie. Dzięki niemu zostałam oświecona, że można robić peeling na dłonie LOL. Przyznam, że moim łapskom poświęcam niewiele uwagi, więc po zabiegu różnica była zauważalna. Dobrze, że mam w domu zwywarkę, bo ogłosiłabym, że od dziś nie zmywam:P  A dodatkowo nie sprzątam tylko leżę i pachnę. Zostałyśmy także upiększone kosmetykami kolorowymi a ja sobie zafundowałam dla odmiany od czarnego turkusowy eyeliner. Zresztą z katalogu w Sephorze dowiedziałam się, że mój codzienny makijaż z kocią kreską na oku nagle stał się znów modny. Ach, wow, mam teraz akceptację mojego gustu przez ekspertów :P
  • paniami Małgosią i Agnieszką, dietetyczkami, które przypomniały nam  jakże ukochane i zapominane zasady zdrowego żywienia. I kolejny raz zabroniły konsumpcji słodyczy i alkoholu (po czym zjadłyśmy tort i popiłyśmy drinkiem :P) oraz zrobiły nam analizę składu ciała i ocenę wieku metabolicznego. Według tego sprytnego urządzonka mój wiek metaboliczny wynosi podobno 18 lat i mam lekką niedowagę, więc nie sposób było się nie uśmiechnąć. :P
  • panią...wróżką. Na którą specjalnie poczekałam chwilę dłużej. Z ciekawości a może i z chęci bycia oczarowaną...Nigdy  nie korzystałam z tego typu spotkań i mam do nich podejście naukowo - sceptyczne, naznaczone dodatkowo informacjami od znajomej, która pisała pracę magisterską na etnologii nt. metod stosowanych przez wróżki. Stwierdziłam, że skorzystam z okazji i będę mogła zweryfikować swoje podejście. Moja ocena?  Racjonalnie: to miks psychologii, analizy języka ciała, wishful thinking osoby przychodzącej po radę. Irracjonalnie: dotyk niezanego, dreszczyk emocji - któż nie lubi słuchać o sobie samym i swoich bliskich... Z pewnością ciekawe doświadczenie w różnych aspektach. Czy to badawczych naukowo, czy dla niektórych - eksploracyjnych wewnętrznie. Ask yourself...







Na koniec imprezy zostałyśmy obdarzone spersonalizowanymi upominkami dobranymi przez dziewczyny - także do płci i wieku naszych dzieci.

Wylosowałam sympatycznego ręcznie wykonanego stwora od Miku-miku w ulubionym (of course) kolorze Niny. Nina od razu zapakowała się z nim do łóżka. Podobnie jak z poduszką w sowy (uwielbiam sowy!) od Magdy z Mamy po godzinach oraz mini maskotką od Szycia u Koty
A ja zostałam zaopatrzona w zakładkę do książki od Icadoo, której nie zawaham się użyć:)

Dzięki!

Należy się też miejsce sponsorom:

kochane Czuczu, którego nie trzeba chwalić i reklamować sprezentowało Ni zestaw Literki, dla dzieci w wieku 4-7 lat (chyba jest to nowość, ponieważ na www znalazłam tylko dla wieku 5+)
Wydawnictwo Zysk i spółka - otrzymałam nieznaną mi ksiażkę Srebrny miecz, autorstwa Iana Serraillera, przeznaczoną dla dzieci i młodzieży a dotyczącą tematu okupacji oraz kwestii najważniejszych - przyjaźni, wierności, odwagi. Książka zostałą zaliczona do kanonu literatury dziecięcej. A budzi zaufanie - ponieważ znalazłam pozytywną recenzje w Rymsie , z którego zdaniem zdecydowanie się liczę.
Firma Natural Pharmaceuticals - suplement  diety OmegaMarine junior dla przedszkolaków i uczniów. Ja jako matka tester spróbowałam jednej żelki z ciekawości, myśląc że wymaga to nie wiadomo jakiego bohaterstwa i na pewno odrzuci mnie rybny posmak. Błąd - myślę, że będę musiała pewnie hamować Ni przed zjedzeniem całej paczki na raz :D

Firma Lakma - hipoalergiczne perły piorące Perlux Baby. Obiecują 0% parabentów, fosforanów, alergenów, ho ho. Planuję przeznaczyć ten produkt jak i kosmetyki Oillan Mama (również obiecują brak tych składników) na rozdawajkę dla mam maluchów, także proszę o czujność:)
Wśród prezentów pojawiły się też kupon na bezpłatną godzinę szaleństw od Figli Migli, gadżety od OLX.pl, Łowców Trendów, Aster Bal, wody Mama i ja i Olivo Cap. Prezenty dla maluchów od dwóch ostatnich firm również planuję przeznaczyć na rozdawajkę.


A że "jestę blogerę",  otrzymałyśmy  prezenty niejako w ramach wymiany barterowej.:P
Zatem na temat:
  • dzbanka filtrującego wodę Dafi - już się raczymy wodą i chwalimy
  • zestawu do zaawansowanej nauki języka angielskiego od wkarteczkach.pl
  • zestawu kosmetyków dla mam Oillan
pojawią się na Kiddie osobne wpisy recenzujące.



Aby formalnościom stało się zadość, dodam, że patronami medialnymi były: Blogi Mam, Czas dzieci, Zabawkowicz,  Malygeniusz.org, wrolimamy.pl, Łowcy trendów, Omamiona, Chwalmymamy, Mamopracuj i Trojmiasto.pl.:)

Uff:)

Dziękuję wszystkim dziewczynom i do zobaczenia niebawem!
Dla mnie bezcenna jest możliwość spotkania innych blogerek - i wcale nie chodzi tu o blogi dziecięce, ale ogół doświadczeń związanych z pasją blogowania.
Liczę na kolejne nieformalne spotkanie przy kawie i ciachu:)

post signature

poniedziałek, 8 września 2014

Myśloodsiewnia czyli piękne notatniki, szkicowniki i osobiste artbooki

Jesień już za progiem - idealny czas na pobudzanie swoich szarych komórek przy kubku czekolady i świecy...

Ja rozpoczęłam wrzesień od poszukiwań notatnika idealnego.
Lubię pobazgrać, popisać, zapisać pomysły i luźne myśli.
Korzystam z aplikacji (Evernote) , serwisów bookmarkingowych (Pocket), ale nic nie zastąpi zapachu papieru, szelestu pióra po dobrej jakościowo kartce...



Taką właśnie mam potrzebę jesienią  - kupna pięknego notatnika i pióra wiecznego...
Uważam także, że to jeden z najlepszych prezentów dla bliskiej osoby.
Piszę jak przysłowiowa kura pazurem. :D I mam zamiar to zmienić:)
Moja polonistka niegdyś zagroziła, że nie przeczyta mojej matury kiedy będą tak bazgrać. Ja nie przestałam sadzić kulfonów, ona jednak przeczytała moje produkcje.:) 



Inspirujące swoją drogą na Instagramie są kanały osób zajmujących się kaligrafią i fontami.
Nie spotkałam się za bardzo na naszym rynku z artbookami wspierającymi kreatywność.
9 września wychodzi u nas książka, którą zamówiłam w przedsprzedaży - polska wersja kultowej pozycji Wreck this journal Keri Smith. 
Autorka ma zresztą w dorobku całą kolekcję takich artbooków (Keri Smith Deluxe), do zakupu której się przymierzam (aczkolwiek jedna z nich mnie odstrasza, bo zobaczyłam w niej cytaty z Paolo Coelho...)




niedziela, 7 września 2014

Spichlerz Polskiego Rocka. Jarocin rocks!

Wyprawiliśmy się do południowej wielkopolski, by odwiedzić muzea dwóch imperiów -  muzeum napoleońskie i muzeum Star Wars w Witaszycach. Ale to nie one stały się atrakcją naszej wyprawy. Swoją drogą powinny raczej nazywać się kolekcjami a nie muzeami, ale to temat na inny post.

Prawdziwym skarbem i odkryciem był jarociński Spichlerz Polskiego Rocka - niedawno utworzone multimedialne centrum i muzeum upamiętniające historię polskiej muzyki alternatywnej.

Znalazłam je przypadkiem w internecie i umieściłam na planie wyprawy. To był strzał w dziesiątkę.
Od świetnej pani na miejscu (pozdrawiamy!) dowiedzieliśmy się, że miejsce to zostało zaprojektowane przez te same osoby, które tworzyły Muzeum Powstania Warszawskiego.

To widać.


Jest nowoczesne, "miłe dla oka użytkownika", atrakcyjne dla dzieciaków i dorosłych. Pełne zaułków, miejsc do przycupnięcia, miękkich puf, małych salek koncertowych i z ogromną bazą multimediów i pamiątek.

Oczywiście jest też przystosowane do zwiedzania dla anglojęzycznych gości.


Wśród eksponatów znajdują się m.in archiwalne legitymacje prasowe, line-upy koncertowe, suknia Anji Orthodox, glany Renaty Przemyk :) 

Ja się nie mogłam oderwać od sali z okładkami płyt i możliwością posłuchania kolekcji płyt na słuchawkach (wybór kawałków na ekranach dotykowych). Włączyłam sobie "W moim ogrodzie" Daabu i przeniosłam się wehikułem czasu do pierwszej klasy liceum...


Miejsce jest imponujące, tym bardziej, że wyrosło w dość niepozornym choć ładnym budynku i to w wielkopolskim tradycyjnym miasteczku z małymi domkami i opustoszałym w weekend ryneczkiem. A które ma przecież wkład w historię polskiej muzyki... i walki z ówczesnym systemem.

Co bardzo mi się spodobało, to to, że miejsce ma też w zamyśle integrować społeczność lokalną. Na otwarciu zagrały tuzy polskiej muzyki rockowej wraz z lokalnymi zespołami, dziećmi, seniorami. Kawałek "Teksański" zagrał Piotrek Banach i panie seniorki. Czyż to nie piękne?

Na dole niebawem zbudowana będzie sala koncertowa i klub a w planach jest wiele imprez kulturalnych.
Jestem pod wrażeniem i mocno kibicuję temu przedsięwzięciu.

Brawa dla Jarocina! Warto tam pojechać:)

P.S Tym bardziej, że w Jarocinie można obejrzeć fajną galerię murali (zdjęcia poniżej) oraz... pomnik glana:))



sobota, 6 września 2014

Wyprawa do wesołego ciasteczka

Co to jest wesołe ciasteczko?

To wesołe miasteczko językiem Ninki. 

Używała tego przekrętu. jakby to określił Michał Rusinek ok, 1,5 roku temu.

Określenie się przyjęło w naszej rodzinie jak "kuwaka" w rodzinie Melchiora Wańkowicza.
Zatem wylądowaliśmy w wesołym miasteczku vel ciasteczku.

Wesołe miasteczko niesie w sobie dwa oksymorony.

Nie jest wesołe.
I nie jest miasteczkiem.:P 


De facto to  smutne miejsce. 

W oczach dorosłych.

Pachnie koszmarnym kiczem i tandetą.
Z pomalowanych natryskowo ścian patrzą krzywe, nieudolnie sportretowane twarze minionych gwiazd. Michael Jackson.
Backstreet Boys.
Macaulay Culkin.
i inni.
A do tego bardzo smutni panowie z obsługi.

Bardzo smutni.

Bo przecież wesołym miasteczkom wiedzie się...niewesoło.
Nie mówiąc już o cyrkach. Jak w filmie dokumentalnym "Cyrk ze złamanym sercem".
Ale cyrk  to zupełnie inna historia.

Natomiast wesołe miasteczko oczami małych dzieci - ooo,  to zupełnie coś innego.
Kolory.
Światła.
Samoloty.
Dinozaury.

Radość.

Hipnotyzująca muzyczka.


(jak dla mnie rodem z horroru "To". Chyba nie tylko dla mnie klaun jest traumatycznym symbolem:D)



W związku z tym dziecko wylądowało w samolocie, ciuchci, na karuzeli i w zderzających się samochodzikach.
A ja zrobiłam parę zdjęć mających w sobie ewidentnie urok pt: "wesołe miasteczko po sezonie" vel "doskonała scenografia brytyjskiego horroru".

niedziela, 31 sierpnia 2014

Spotkanie mam w Figlach Miglach czyli z czego cieszy się matka.

Lena z "Matki wygodnej" organizuje, integruje, załatwia, pisze, zdobywa sponsorów i ogarnia swoich dwóch chłopaków:)

Organizuje spotkania dla mam  - udało mi się po raz pierwszy na takim pojawić z Ni w Figlach Miglach w Panoramie.
Figle Migle to mały, ale przyjazny i kolorowy plac zabaw dla dzieciaków połączony z częścią kawiarnianą. My rozmawiałyśmy sącząc latte a dzieciaki  szalały na placyku, robiły hawajskie naszyjniki z bibuły i ochoczo poddawały się zabiegowi malowania twarzy.
Ponieważ panie spełniały każde życzenie dzieci, Nina opuściła placyk jako czerwony kotek wyglądając bardziej jak Darth Maul ze Star Wars skrzyżowany z Hello Kitty.


Coś w ten deseń:)):



czwartek, 28 sierpnia 2014

Kiedy był ostatni raz, kiedy zrobiłeś coś nowego w swoim życiu?

Ostatnio po Facebooku krążył mem zapytujący:

KIEDY BYŁ OSTATNI RAZ, KIEDY ROBIŁEŚ/AŚ COŚ PO RAZ PIERWSZY??


No kiedy???


Zadałam sobie to pytanie.


I uśmiechnęłam się, bo ostatnio doświadczyłam kilku takich sytuacji.


I przyjemności, jaka z tego płynie.


Z doświadczania nowego, odkrywania świata.
Odkrywania swoich możliwości.
Radości chwili. Smaków. Kolorów.


Ostatnio uszyłam po raz pierwszy spódnicę na maszynie i ośmieliłam się ją nosić.
Pierwszy raz w życiu zrobiłam przetwory na jesień do słoików. Suszone pomidory. Kiszone liście winogron do greckich dolmades. Przecier paprykowo-pomidorowy. I wyszły pyszne, i cieszą oko.

Pierwszy raz w życiu uprawiałam miejskie zbieractwo:P Na spacerze znaleźliśmy dziko rosnący piękny krzak jeżyn, którego owocami się hojnie poczęstowaliśmy.

Byłam w wielu nowych miejscach w czasie wakacji. W polskich urokliwych zakątkach.
I pierwszy raz w swoim dorosłym życiu leżałam na RODOS - rodzinnych ogródkach działkowych ogrodzonych siatką::P delektując się relaksem, słońcem, owocami i lekturą. Bez poczucia winy, że odpoczywam.
Założyłam pierwsze konto na Instagramie i odkrywam nową pasję - fotografię mobilną.

I konto na What's app i rozmawiam z P. za morzem.

Pierwszy raz zaczęłam patrzeć w górę a nie w dół. Zadzierać głowę do słońca, oglądać piękne łazarskie kamienice, faktury, tekstury, kolory, architekturę, skosy.
Pierwszy raz ośmieliłam się powiedzieć komuś znanemu offline - tak mam bloga, od dawna, lubię to. Po prostu.


Życie potrafi być wspaniałe!
Ten mem pojawił się w fajnej kampanii reklamowej Eastpak.


Oto przykładowe kreacje z kampanii.