Odkąd dziecko zaczęło chodzić do przedszkola, nagle zaczęło przejawiać nieuzasadnioną miłość do wszelkiej maści księżniczek i bohaterów bajek.
Jest to także niewątpliwie efekt włączania jej czasem "na odczepnego" bajek. Tak tak, jako podli rodzice posługiwaliśmy się TV w niedzielne poranki chcąc złapać jeszcze pół godziny snu...
Dziecko nawet podsunęło się do tego, że któregoś dnia przyniosło z przedszkola plecak.
Nie byle jaki, plecak z Barbie. Full wypas, nówka sztuka nieśmigana.
Nigdy jej takowego nie kupiliśmy.
Dziecko stwierdziło, że jest to plecak otrzymany od Dziadka L.
I szło w zaparte.
Dziadek L. nie przyznał się do owego zakupu. Owszem kupił jej ongiś plecak, ale no-name. Również różowy... Ale bez rzeczonej bohaterki.
Dziecko przyciśnięte do muru przyznało, że to plecak koleżanki z przedszkola, Julki, która aktualnie jest chora.
Oddaliśmy.
Wczoraj wybrałam się z nią na chwilę do galerii handlowej do Empiku.
Dziecko wpadło w amok.
MAMUSIU BARBIE!
MAMUSIU HELLO KITTY!
MAMUSIU KUCYKI PONY, ONE SĄ GŁUPIE, PRAWDA?
itd itd.
Kiedy kupowałam jej bańki mydlane, spośród możliwych wariantów oczywiście wybrała wariant z BARBIE.
Zażyczyła sobie także KOSTIUMU KĄPIELOWEGO Z TRUSKAWKOWYM CIASTKIEM.
Bo "kiedy pojedzie na długie wakacje, chce się kąpać w kostiumie w morzu".
No, ja też bym chciała. Raczej nie w kostiumie z Barbie...
Dziecko przyszło także niedawno z przedszkola rycząc na mnie dzikim głosem, że jestm Batmanem, a potem Ninja. I stwierdziło, że "Batman lubi Adasia, bo Adaś ma go w domu". Świetnie.
To było pokłosie baliku, gdzie dzieci wystąpiły w kostiumach (Ninka dała się przekonać i jako jedyna wystąpiła w hand-made kostiumie jako Frida Kahlo).
Dziecię nie widziało zatem wielu bohaterów bajek, ale dzięki przedszkolnej socjalizacji zdążyli oni już zamieszkać jej wyobraźnię.
Na własne oczy przekonuję się o niezwykłej podatności maluchów na marketing...
Nina wie, że Kucyki Pony są durne (jak i ich polska nazwa.), ale nie przeszkadza to pałać jej skrytym uwielbieniem do nich.
Na szczęście (?) po przeprowadzce nie mamy telewizora i koniec z bajkami.
Chociaż są minusy - pobudka o siódmej rano w niedzielę i milion pytań na raz.
Nie da się teraz odesłać dziecka do TV.
Czyżby ogłupione dziecko a Twój sen - wybór należy do Ciebie?...
P.S Szykuję się chyba post o Barbie, bo to jest socjologicznie bardzo ciekawy temat...



U nas też trwa faza na róż i księżniczki. Spodni sobie nie da założyć, bo "Nie chce być chłopakiem". Odpuściłam. Wiecznie w różu kochać nie będzie...Chociaż...Była w liceum dziewczyna, która codziennie przychodziła ubrana na różowo.
OdpowiedzUsuńW każdym razie: Barbi w najbliższych latach nie zamierzam kupować ( później może ją dopaść presja rówieśników i rozważam ustąpienie ).
Asiu, nie zabraniaj jej oglądania kucyków :) Kacper pomimo bycia chłopcem uwielbiał kucyki Pony, ja sama z nim oglądałam. Nigdy nie chciał kupować, bo twierdził, że to dziewczęce, ale lubił oglądać i zawsze było: mamo, ale nie mów chłopakom (w sensie z podwórka) :D Teraz na topie "Pingwiny z Madagaskaru", "Żółwie Ninja", "Transformers", "Star Wars", "Lego.." itp moim skromnym zdaniem takie restrykcyjne podejście, zero TV (wiem, że Ni ogląda na necie, także to nie o Was ) czasami wyrządza dziecku więcej krzywdy. Rozwijając swoją myśl, uczę w szkole od 0 po 6 klasę i widzę, że wszędzie jest to samo. Dzieciaki z zerówki, I i II klasy gadają sobie o "Pingwinach..". Starszaki o grach komputerowych. To jest nieuniknione. Jakoś tak nieswojo czułaby się wpajając, że wszystkie bajki są złe, że Kacper nie ma prawa obejrzeć tego co lubi. Oczywiście ogląda bądź gra na kompie w moich ramach czasowych. I to ja kontroluję to co on ogląda i w co gra. Zabraniam mu gier z przemocą czyli odcinanie głów itp, bajki z przemocą lub takie po których może mieć koszmary. Na szczęście latem ogląda i gra bardzo mało, a to już tuż tuż. Sama oglądam dużo filmów, ba i nawet seriale, Ty na pewno też. A takie odsuwanie dziecka nawet od kucyków czy barbie powoduje jego alienację wśród rówieśników. Nie zawsze indywidualizm jest dobry. Na razie Ni jest mała, ale potem zobaczysz jak to wszystko funkcjonuje. Zapraszanie na urodziny itp. Świat jest straszny i niezmienny, a dzieci bardzo okrutne. Codziennie rozmawiając z Kacprem się o tym przekonuję. Także kucyki to nie jest samo zło, później będzie jeszcze gorzej :)))
OdpowiedzUsuńGosiu, mi się wydaje, że rodzice jednak są od wskazywania tego co jest ok, a co nie, i kształtowania gustów dziecka. Uważam, że mam prawo jej tłumaczyć dlaczego kucyki są durne i co jest w nich złego. Nie interesuje mnie, by szła ślepo za tłumem, ale aby miała swoje racje i jeśli ma pogląd inny niż wszyscy aby umiała się obronić.Aby myślała. Socjalizacja w grupie tak, durne naśladownictwo - NIE!
OdpowiedzUsuńAsiu, nie zgadzam się :) Kucyki są fajne. Oglądałaś chociaż kilka odcinków czy od razu są bee bo masy uwielbiają kucyki i to marketing itd. Nie gniewaj się, ale wydaje mi się, że gorsze dla dziecka jest przebranie go za Ernesta Hemingwaya, o którym maluch i jego koledzy nie mają bladego pojęcia, bo nie chce się ulegać masom. A dziecko chciało za Spidermana :) bo połowa tak się przebiera. I nie jestem tu złośliwa Asiu pamiętaj :) mam po prostu inne zdanie. Dla mnie liczy się szczęście dziecka, jego uśmiech a nie moje własne widzi misie, no ja już swoje bale i baliki miałam i ciągle chciałam być księżniczką i moja mama biedna szykowała mi korony z brystolu obklejonego potłuczonymi bombkami :) Pozdrawiam wiosennie...
OdpowiedzUsuńDla mnie liczy się szczęście dziecka. Nigdy nie przebrałabym Niny za Fridę gdyby jej się to nie podobało, ona nie postrzegała jej za Fridę tylko za "Hiszpankę" i biegała z wachlarzem, bo wiem, że do tego pijesz.
OdpowiedzUsuńTak oglądałam kucyki i są IDIOTYCZNE do kwadratu, odzywają się do siebie niegrzecznie, wręcz chamsko. Próżne, głupie i język nie jest odpowiedni dla malucha.
Szczerze to rolą rodzica jest znajdowanie lepszych wzorców.
Jasne, że dzieciaki są okrutne,ale rolą rodzica nie jest chowanie tumana idącego za masą, tylko myślącego człowieka z własnym gustem...
Na marginesie - jestem w szoku, że uważasz, że kucyki są fajne...
OdpowiedzUsuńoj tam oj tam :) nadal mnie nie rozumiesz, ale tak bywa. Chyba jestem z innej planety :))))
OdpowiedzUsuńTy mnie też nie, ale to może innym razem przy kawie wyjaśnimy. Bo teraz to był pokaz typowej pasywnej agresji; "Dla mnie liczy się szczęście dziecka, jego uśmiech a nie moje własne widzi mi sie" (czyli w domyśle: "a dla Ciebie nie")
OdpowiedzUsuń