Dzisiaj mini recenzja przydatna chyba tylko Poznaniakom:)
Ninka po wielu bojach została zaprowadzona do fryzjera na postrzyżyny, a właściwie - na pięciominutowe podcięcie końcówek włosów.
Wybraliśmy znajdujący się nieopodal dziecięcy salon fryzjerski Czuprynka. Umówiłam się wcześniej i skorzystałam ze zniżki przysługującej panu mężowi z okazji przynależności do programu Multibenefit.
Niestety na miejscu okazało się, że ktoś się chyba pomylił umawiając nas.
W środku w najlepsze trwały wesołe urodzinki jakiegoś dziecka i zostaliśmy odprawieni (po krótkiej rozmowie na świeżym powietrzu przy minus dziesięciu stopniach;/) z prośbą o powrót za pół godziny.
Drugim minusem - bardzo subiektywnym - było "tykanie" przez miłą panią fryzjerkę. Bardzo nie lubię, kiedy ktoś mówi do mnie per "mamo, potrzymaj" "mamo weź itd.". Jestem mamą - ale dla obcej osoby wciąż jestem panią. Za mały minus postrzegam też to, że włoski moim zdaniem powinny zostać umyte. Bo choć to mały klient, to zasługujący jednak na pełną profeskę:)
Ninka została jednak sprawnie i szybko ostrzyżona w przytulnym wnętrzu pełnym zakamarkowych książek i prostych ikeowskich zabawek a my poczęstowani dobrą kawą. Na koniec Ni w ramach strzyżenia została uraczona fachowo zaplecioną koroną wokół głowy.
Przypuszczam, że po prostu mieliśmy dzisiaj pecha i wrócimy jeszcze w to miejsce z racji jego bliskości i ogólnej przyjazności dzieciom. Ale Czuprynko, podciągnij się troszkę, bo masz konkurencję - Lolo Manolo i Pelerynkę.




Może przy -10 nie myją dzieciom włosów?
OdpowiedzUsuń