Jak to jest być mamą alergiczki pokarmowej?
Czasem inspirująco, a czasem jak z widelcem na froncie:)
Od jakiegoś czasu mogę doświadczyć tych nowych emocji i zmagań.
Pomimo ujemnych wyników testów z naszych obserwacji wynika, że organizm Ninki nie toleruje przede wszystkim białka mleka krowiego.
Z mojego punktu widzenia taka alergia wymaga zmiany stylu żywienia całej rodziny. I w dużej mierze - zmiany mentalności. I to na plus!
Nagle gros wykorzystywanych przepisów i inspiracji pochodzi z blogów alergików i dla alergików albo blogów wegańskich.
W kuchni pojawiają się nowe produkty albo stare produkty w nowych zastosowaniach. Chociażby len mielony w roli spajacza zamiast jajka. Mleka roślinne. Słodycze wegańskie. Kasze. Soczewica. Soja.
Jest zdrowiej choć czasem trudniej. Nina najchętniej non stop jadłaby chleb z miodem, który o dziwo jej nie uczula. Ale ileż można?
Kombinuję zatem i poznajemy nowe smaki.)
Jest też nieco trudniejsza strona medalu.
Trzeba uczulić bliższe i dalsze otoczenie na to, że bezwzględne unikanie alergenu, czytanie etykiet i niepoleganie na swoim instynkcie czy przyzwyczajeniu jest naprawdę istotne. Trzeba przypominać na każdym kroku i radzić sobie z lekceważeniem zasad i komentarzami na zasadzie: "ale mało tego zjadła" , "ale mało tego mleka w środku było" czy "ale to bardzo dobry serek, dobrej jakości, na pewno jej nie zaszkodzi". Lub też spojrzeniami połączonymi z wywracaniem oczu pt. "o boże, ale ona wydziwia!".
Mam wrażenie, że choć wiemy coraz więcej o alergiach i ich naturze, to nadal stanowią one czasem mały towarzyski problem. Bo: albo przychodzisz ze swoim pudełeczkiem, albo węszysz: "A co jest w składzie? Bo ona tego nie może jeść..." Czasem niechcący nietolerancja pokarmowa staje w centrum uwagi jako swego rodzaju fanaberia:
Oj nie przesadzaj. Tylko troszkę. To tylko dziecko. Nic jej nie będzie. Dziecku odmówisz? Oj zapomniałem/am, że nie może. Jak już je...Daj dziecku trochę radości...
itd.
Objawy nietolerancji u Ni nie są gwałtowne ani dramatyczne - ot, katar,
bezsenność, marudność, lekka wysypka. Niemniej naszym zdaniem -
zauważalne. I oczywiście bardzo ważne dla jej zdrowia. Im bardziej przestrzegamy diety, tym bezpieczniejsze jej zdrowie... I chociażby nasz sen.
Na dodatek trzeba edukować i pilnować dziecko i pozostawać nieczułym na płacze. Chociaż Nina już wie oficjalnie, że nie może jeść czekolady "bo będzie ją bolał brzuch" , to nie przeszkadzało jej np. porwać w weekend potajemnie kawałek cukierka ze stołu i spałaszować w ukryciu...
Kiedy czytam blogi z przepisami dla alergików cudujących w kuchni jestem pełna podziwu dla kreatywności i pracowitości autorów. Odkrywają nowe rejony smaku, przeciwdziałają nudzie w kuchni i pocieszają, że potrawy dla alergika nie muszą być jałowe - wręcz przeciwnie.
Niemniej życie byłoby czasami prostsze, gdyby Bu mogła zjeść jogurt i kanapkę z masłem i serem...



Dobrze jest pokazać dziecku, że nie tylko sklepowe słodycze są "dobre" - polecam stronę ekoquchnia.pl, jest tam mnóstwo przepisów na bazie nieszkodliwych składników, także na słodycze. Może już znasz, a jeśli nie, to warto zajrzeć :)
OdpowiedzUsuńZ soją trzeba uważać, bo wcale nie jest tak zdrowa, jak ją malują, zwłaszcza, że białka soi, mąkę z niej, można znaleźć teraz niemalże w każdym posiłku (także w szynkach z naprawdę drogich sklepów mięsnych). Ja jestem antysojową fanatyczką właśnie z tego powodu, ale myślę, że każdemu przyda się zgłębić trochę temat. Soja zawiera mnóstwo fitoestrogenów, czyli odpowiedników kobiecych hormonów w roślinach. Taka jest jej natura, dlatego też zaleca się ją kobietom w czasie menopauzy (Soyfem na przykład), nie można jednak przesadzać, bo przy dużej ilości soi efekt jest taki, jak przy zjadaniu pigułek antykoncepcyjnych.
Z jednej strony można się tego bać, ale z drugiej Twoje dziecko jest i tak mniej obciążone hormonami z żywności, jeśli karmisz je produktami niskoprzetworzonymi. Jestem ciekawa, jak znajdujesz tę równowagę, jak często zdarzają się jedzeniowe wpadki i jakiego są rodzaju :)
Podczytuję od samego początku, ujawniłam się dziś (przez sojowy fanatyzm :D).
Pozdrawiam!
P.
u nas najbardziej uczula z kolei miód, który Tosia tak bardzo lubi:/ wystarczy odrobinka, na czubku łyżeczki, a momentalnie ropne rany za uszami i dłonie całe w krostach:/
OdpowiedzUsuńna drugim miejscu białko mleka krowiego.
wszystko to potwierdzone obserwacjami. badań/testów nie robiliśmy żadnych.
Ja też się uśmiałam ostatnio, jak pani w przedszkolu zapomniała o tym, że Kacper nie może mleka i z tekstem do mnie: Kacper zjadł dziś budyniu...ale tam mało mleka było... :)Będzie dobrze, z wiekiem się polepszy, ja bynajmniej trzymam kciuki :)
OdpowiedzUsuńTak, to standard.Przeraża mnie to, że babka w przedszkolu może być tak niedouczona...
UsuńHej Zielpy - dziękuję za podczytywanie:)
OdpowiedzUsuńZ soją zgodzę się - u nas spore ilości mleka sojowego pod koniec ubiegłego roku spowodowały zaburzenia i wzdęcia. Teraz podaję soję raczej sporadycznie, wolę soczewicę:) I jestem mistrzynią wegańskich muffinek:)
Aczkolwiek Ni jest wielkim niejadkiem i bardzo wybrzydza, także przekonanie jej do nowości to nie lada wyczyn. Ale dziś jadła paprykarz jaglany aż jej się uszy trzęsły;)
Jeśli kiedyś zdecydujesz się wrzucać tutaj przepisy, to chętnie skorzystam, sama mam problemy z trawieniem i nie wszystko przyswajam, a od kilku miesięcy życie bez nabiału nie jest mi obce. Jak radzisz sobie z niedoborem wapnia? To moja bolączka, trzeba dietę jak pod osteoporozę układać.
UsuńPodziwiam, że próbujesz nakładać Ni do dobrego jedzenia, a nie odpuszczasz. Znam matkę, której dzieci jedzą tragicznie - na śniadanie płatki z mlekiem, potem serki i jogurciki (zawsze pełna lodówka tego świństwa), na obiad ziemniory z kurczaczkiem z Maca, potem znów jogurciki i serki topione. Starsza córa ma alergię na mleko, wysypuje ją na rękach, ale na moje sugestie usłyszałam "a co, dzieciom nie dasz jogurtu czy czekolady?". I tyle gadki, lepiej smarować kremikami ramiona i krzyczeć na dziecko, że się drapie.
Niestety z jedzeniem Ni jest czarna rozpacz, ponieważ bardzo wybrzydza i nienawidzi warzyw. Także cała sztuka polega na umiejętnym przemycaniu lub sztuce negocjacji. Niemniej i tak bardzo często kończy się na chlebie z miodem, byleby coś zjadła. Ale nie zamierzam zaprzestać prób:) Wczorajszy sukces z pasztetem jaglanym mnie zmotywował, że jednak się da:) A przepisy - dobry pomysł:) Być może stworzę osobną podstronę albo posta z linkami czy konkretnymi przepisami:)
UsuńMy już 2 lata na diecie. Obecnie od pół roku dziecię ma już wprowadzony nabiał, z jajkiem czeka na prowokację w lipcu (ja sama karmiąc piersią przez rok byłam na diecie bezjajecznej).
OdpowiedzUsuńOsobiście podziwiam osoby gotujące dla alergików, że chce im się tak szukać i eksperymentować - mnie mocno zniechęcały wyszukane składniki i porażki przy kuchni.
Trzymam kciuki za wyjście z alergii.
Przede wszystkim nie słuchaj opowieści o tym, ze Ni wyrośnie, że wystarczy ppodawać małe ilości alergenu i innych tym poodbnych. Człowiek uczulony pozostaje uczulony. Zmieniają się tylko objawy, więc są matki, które twierdzą, że dziecko "wyroslo" z alergii. A co do przepisów - jest tego na szczęście mnóstwo. zajrzyj do mnie po przepis na tort urodzinowy ze śmietaną, bez śmietany, bez jajek i bez mleka.
OdpowiedzUsuńhttp://mamawkuchni.blox.pl/html
Będziecie jedli zdrowiej, tak jak sama piszesz.