Dziś dowiedzialam się, że Ninka nie dostała się do przedszkola nawet z dodatkowej rekrutacji.
Można zacząć chyba mieć absurdalne podejrzenia, że jesteśmy na czarnej liście...
Bo alergiczka? Bo wycofana ze żłobka z powodu chorób?
Być może "dzieci blogerów nie obsługujemy":) Jeszcze rodzice coś wysmażą w sieci, będą marudzić...
Na szczęście udało się znaleźć miejsce w przyjaznym przedszkolu prywatnym o profilu estetycznym z ciekawym programem nastawionym na edukację kulturalną, literacką, taneczną, teatralną, muzyczną i plastyczną...
Przekonało nas między innymi to, że przez pierwszy miesiąc trwa obserwacja dziecka w celu poznania jego osobowości i dopasowania podejścia i rozwiązań do jego potrzeb. Przedszkole stosuje także elementy metody Montessori, Dobrego Startu oraz Gordona.
Przy okazji walki o miejsce w przedszkolu zaliczyłam prawie dyskusję światopoglądową. Oglądałam na stronie przedszkola państwowego, do którego startowaliśmy z listy rezerwowej, film z baliku maskowego. Dzieci niczym zamaskowane zombie tańczyły chocholi taniec w parach do koszmarnego dziecięcego disco polo.
W rozmowie z koleżanką wyraziłam obawę, że odstręcza mnie traktowanie dzieci taką muzyką i nie chciałabym za bardzo aby Ni znalazła się w miejscu będącym dla mnie kwintesencją przaśności. Koleżanka skwitowała to w dość ironiczym tonie, którego clue było takie, że faktycznie mam za "wysokie" wymagania i przedszkole publiczne nie jest dla mnie.
Czy to naprawdę za wysokie wymagania?
Czy mam jaśniepańskie podejście?
Liczba chętnych do naszego upatrzonego przedszkola Mali Europejczycy odznaczającego się nowoczesnym podejściem a także co ważne nowoczesnymi i przyjaznymi wnętrzami mówi sama za siebie o potrzebach rodziców.
Czy potrzeba rodzica, aby dziecko przebywalo w przyjaznym, estetycznym, kolorowym i stymulującym środowisku to dużo?
Czy niechęć do tandety i przaśności to za wiele?
Czy dzieci naprawdę muszą skakać do disco polo a nie do Małego WuWu czy Ani Brody?
Warunki lokalowe w przedszkolach są czymś na co nie mamy realnego wpływu, ale czy zbyt wysokim jest wymaganie aby wprowadzano dzieci w świat muzyki, sztuki, kultury w sposób przemyślany?
Czy wystarczy to, że pani kocha dzieci i wyciera im nosy, a otoczenie i to co robią dzieci nie ma już znaczenia?
Dla mnie ma.
A może ta cała przaśność to kwestia tego, że praca pedagoga w przedszkolu jest trudna, nisko opłacana. Może przez to, że rodzice żyją w takim pędzie i w takich warunkach finansowych, że miejsce w publicznej placówce przyjmują z pocałowaniem ręki i czują, że nie mają wpływu na jej charakter. Wiedzą, że jakiekolwiek prośby czy uwagi byłyby postrzegane jako postawa roszczeniowa. Tak jak moja uwaga została przyjęta przez koleżankę.
No właśnie, czy ja mam postawę roszczeniową?
Ja tylko chciałam, aby Ni chodziła do publicznego przedszkola, gdzie czułabym się dobrze, rozwijała się i które nie znajdowałoby się na drugim końcu miasta....
I to było za wiele.
Właśnie dlatego mam na razie jedno dziecko. Ponieważ polityka prorodzinna polityka to fikcja i mam świadomość, że w kwestii opieki nad Ni i jej edukacji państwo mi na pewno nie pomoże, a dodatkowo sprawi, że będę się czuła jakbym dostała w twarz.
Właśnie dlatego mam na razie jedno dziecko. Ponieważ polityka prorodzinna polityka to fikcja i mam świadomość, że w kwestii opieki nad Ni i jej edukacji państwo mi na pewno nie pomoże, a dodatkowo sprawi, że będę się czuła jakbym dostała w twarz.

Asia, rzeczywistośc skrzeczy. Dokładnie tak jak piszesz - państwowe są tanie, więc pożądane, wiec jak dostaniesz, to całuj po rękach i nie wymagaj. Oczywiście wszystko zależy od kadry kierowniczej, bo może być fajna i nowoczesna, więc może też fajnie i nowocześnie kierować zajęciami. Ale ma tez ograniczenia, których nie przeskoczy. A takich ograniczeń nie ma przedszkole prywatne. CIesz się opgromnie, że fundusze Wam pozwolą, żeby Ni chodziła do prywatnego. My tak zaczynaliśmy, a skonczyliśmy w państwowym, z którym toczymy boje o wszystko.
OdpowiedzUsuńPrzedszkole prywatne będzie i tak nas mniej kosztowało niż niania, którą opłacamy.
OdpowiedzUsuńOdpukać, oboje mamy pracę i to warunek kluczowy aby Ni mogła tam chodzić.
No też tak założyliśmy.....ale choroby spowodowały, że płaciliśmy i za nianię i za przedszkole. A tego nie ogarnęliśmy.
OdpowiedzUsuńNo tak... To realne... Choć łudzę się, że już troche się wychorowała za czasów żłobka a teraz chodzi do klubiku i ma styczność z bakteriami i wirusami... Czas pokaże.
UsuńPrzedszkola państwowe NIE SĄ TANIE. Są droższe (i gorsze) niż prywatne. Tylko że płacimy za nie wszyscy przez cały czas. Czy nasze dzieci z nich korzystają, czy też nie.
OdpowiedzUsuńKiedy Ni będzie w przedszkolu prywatnym, my nadal będziemy płacić również za państwowe.
Panie małżu, poproszę posta na ten temat.
OdpowiedzUsuńMoje sa chowane na Małym Wuwu, Arce Noego, Santanie, Bon JOvi i tego typu muzyce. Spotykają sie z koszmarkami tyu "gummy bear" cyz jak mu tam, ale same z siebie wybierają raczej zakopower:) I tak, uważam, ze to moja zasluga :)
OdpowiedzUsuńPrzeraża mnie to co piszecie o przedszkolach państwowych. Moje dziecko chodzi od września do takowego w Warszawie (byłam pewna, że się nie dostanie - a udało się, do drugiego wyboru!). Trochę się bałam, bo przedszkole jest wielkie (5 grup 3-latków) ale jestem zachwycona. Samym przedszkolem, nauczycielkami, pomocami, które są uwielbiane na równi z nauczycielami. Animacje, przedstawienia, teatrzyki, mnóstwo wierszyków, piosenek i wiadomości na wszelakie tematy. To jest to co moje dziecko chłonie codziennie. Dodatkowo zdanie nasze (rodziców)jest brane pod uwagę. Tak wiec nie taki diabeł straszny...- państwowe nie musi znaczyć złe i bezduszne:). Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńgeneralnie mam bardzo podobne przemyślenia.
OdpowiedzUsuńjedynie to diskopolo mnie aż tak nie razi, w końcu dziecko musi poznać większość rodzajów muzyki. a wybierze i tak coś swojego.
nam bardzo zależało na państwowym przedszkolu ze względu na kasę, sad but true (koszt płaconych podatków pomijam w swoich wyliczeniach jako koszt stały).
ja nie ogarniam procesu rekrutacji, moja teściowa się w to wgłębiła, ponieważ kuzyn Łucji też nigdzie się nie dostał (też Piątkowo). i według jej informacji do przedszkoli trzeba dzwonić do drugi dzień i PYTAĆ i NALEGAĆ i SPRAWDZAĆ, czy aby dziecko nie zostało przyjęte. mamy modę na retro, więc powrót do absurdów PRL nie jest niczym dziwnym, prawda?
czy nie martwisz się przyszłością, to znaczy tym, że po przedszkolu motessori córka będzie miała problem z przestawieniem się na państwową podstawówkę i jej metody? nam z tego też względu zależało na państwowym przedszkolu, żeby nie skazywać Łucji (i siebie) na dalszą prywatną edukację. nie mam ochoty na dyskusję o wyższości prywatnego nad państwowym, mam nadzieję, że dobrze mnie zrozumiesz.
Oczywiście, że mam obawy co do dostoswania się małej do normalnej placówki, natomiast nie uważam, że będzie tam chodzila cały czas - będziemy cały czas wnioskować o przyjęcie do tego wymarzonego państwowego.
OdpowiedzUsuńPlacówka prywatna jaką wybraliśmy ma dwie zalety a)jest w miarę po drodze do pracy pana męża - z racij braku auta jest to ważne b)ma ciekawy program c)jest sprawdzona, działa już długo, wpisana jest na listę zweryfikowanych placówek d)w cenie ma bogatą ofertę e)i atrakcyjny budynek w bezpiecznym miejscu.
Generalnie nasze pole wyboru było zawężone z powodu braku auta - wsyzstkie placówki są w willach na uboczu.
dzięki za odp., poczułam się zrozumiana:-) i ponownie - mieliśmy podobny plan, dać Lu tymczasowo do prywatnego przedszkola w okolicy. u nas temat wypłynął, bo martwimy się cały czas przejściem Lu z kameralnego żłobka wiadomo gdzie i w jakie warunki.
OdpowiedzUsuńto dobrze, że takie fajne przedszkole się wam trafiło, nam się podobnie fajnie udało ostatecznie z prywatnym żłobkiem, dlatego wiem, jakie to uczucie.
pozdrowienia.
Wydaje mi się, że tak, że masz postawę roszczeniową. A tym, że Twojego dziecka nie przyjęli do przedszkola, bo ty prowadzisz bloga to już naprawdę...
OdpowiedzUsuńA Ty tak na serio, czy dla żartu?
UsuńBo nie mogę uwierzyć, abyś nie zrozumiał/nie zrozumiała, że tekst o dzieciach blogerów był ironicznym żartem.
Przecież wiem, jaki ten blog ma zasięg i nie wyobrażam sobie, że pół Poznania siedzi zagryzając pazury czekając na kolejne przygody Niny ...To o postawie roszczeniowej to też mam nadzieję, że żart? Tylko, że dośc słaby. Czy postawą roszczeniową jest oczekiwanie, że dziecko dostanie sie do przedszkola po 10 latach płacenia tu podatków? bitch, please!
"Właśnie dlatego mam na razie jedno dziecko. Ponieważ polityka prorodzinna polityka to fikcja i mam świadomość, że w kwestii opieki nad Ni i jej edukacji państwo mi na pewno nie pomoże, a dodatkowo sprawi, że będę się czuła jakbym dostała w twarz." - to Twoje słowa. Dużo na Twoim blogu goryczy, żalu, pretensji. Stwierdzam fakt. Nie wiem, jak jest w Poznaniu, ale wiem, że w moim mieście dużo łatwiej do przedszkola się jest dostać niżby to wynikało z lamentów rodziców i mediów. I w ogóle wkurza mnie, że w Polsce ludzie kochają dwie rzeczy
OdpowiedzUsuń1. unikać podatków i kantować państwo na czym się da" a potem
2. narzekać, że to państwo im nie daje, tyle ile by chcieli
pozdrawiam
Tu Małż. Który jako były przedsiębiorca zawsze był uczciwy, przez co pewnie (nie tylko, ale również) zdupczył ze swoją działalnością. Jako rodzina również płacimy wszelkie należne podatki i nie uchylamy się od nich. Nie kombinujemy że jesteśmy samotną matką - itp. Więc pierwszy punkt pada.
UsuńDrugi punkt - skoro płacimy od 10 lat w Poznaniu podatki, to miejsce dla dziecka w przedszkolu należy nam się jak psu zupa. Płacimy za to miejsce, płaciliśmy i będziemy płacić. Równie dobrze postawą roszczeniową można by było nazwać żądanie, aby złodziej oddał nam część ukradzionych pieniędzy.
Z rozkoszą byśmy zapłacili sami za wybrane przez nas przedszkole, szkołę, placówkę medyczną. Ale nie stać nas, bo już płacimy za takie, które wybrali nam ludzie ponoć mądrzejsi od nas. Którą to mądrość można z ich ust spijać w telewizji - widziałem parę razy, dziękuję, wysiadam. Będę płacił haracz za "ochronę", bo inaczej państwo mnie wsadzi do pierdla (analogie uzasadnione). Ale skoro już płacę, to domagam się wypełnienia umowy po drugiej stronie. Zarazem w to nie wierząc.
Ok, masz prawo sądzić, że na blogu jest dużo narzekania. Tak jest. Taki mam styl. Zawsze masz możliwość czytania również innych blogów, które są bardzo optymistyczne. Mogę kilka polecić.
OdpowiedzUsuńNie wiem o co chodzi w Twojej sugestii o dostawaniu się do przedszkola - piszesz, że w Twoim mieście jest łatwiej. W moim moje dziecko nie dostało się do żadnego z 3 możliwych ani z rekrutacji dodatkowej. Napisz proszę, gdzie mieszkasz, będzie łatwiej dyskutować.
I mam prośbę o nieimputowanie, że unikam podatków i kantuję państwo, bo tak to zabrzmiało... I jakie znasz przykłady kantowania państwa przez rodziców? Chętnie przeczytam.
Rodzice to ludzie i jako tacy kantują państwo jak wszyscy inni. Nie słyszałaś o lewych zwolnieniach, unikaniu podatków, "załatwianych rentach" itp? Sama przecież pisałaś o fałszywie samotnych matkach, które miejsce Twojemu dziecku zabrały. No więc właśnie tacy ludzie mnie wkurzają.
OdpowiedzUsuńA w Twojej notce wkurza mnie kwękanie. Też typowo nadwiślańskie:-)
Jasne, nie mam żadnych powodów do kwękania. Prywatne przedszkole to prawie tysiąc złotych co miesiąc, prawie tysiąc wpisowego i wielki problem logstyczny z dowozem dziecka, ponieważ nie posiadam auta.
OdpowiedzUsuńA jednak wzięłam los w swoje ręce i zarezerwowałam dziecku miejsce w najlepszej moim zdaniem możliwej placówce. Widzę wielkie plusy tego,ale minusy finansowe i poczucie niesprawiedliwości nadal są.
Ale spoko, powinnam się szczerzyć szczęśliwa, że wszystkie dzieci znajomych się dostały, a moje nie. Taki dar losu po prostu.
Masz mnie za idiotkę?
Nie. Tylko za marudę:-) Nie chcę Cię już dłużej drażnić. Przepraszam i do widzenia.
OdpowiedzUsuń"Ja tylko chciałam, aby Ni chodziła do publicznego przedszkola, gdzie czułabym się dobrze..." pewnie literówka, ale jednak dająca do myślenia ;).
OdpowiedzUsuńZbyt często jako rodzice patrzymy swoimi kryteriami, a nie dziecka. Może Ono właśnie wolałoby tego gumi misia niż Mozarta? Jeśli nie teraz to np. za 10 lat? Czy wtedy nasze "przaśne" dziecko będzie dla nas wstydem? Dla mnie jako matki najważniejsze jest szczęście mojego dziecka, nawet jeżeli nie będzie ono zgodne z moją wizją
Marta
Bardzo trafnie zwróciłaś uwagę na ten freudowski błąd!
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, wybór przedszkola wzięłam bardzo do siebie i przefiltrowałam przez własne kryteria.
Szczęście w nieszczęściu (?) nie dostała się do państwowego, gdzie moje poczucie estetyki nie byłoby urażone... Autoironizuję tutaj. Masz sporo racji. Nadal jednak uważam, że mam prawo kształtować jej gusta i to ja jestem od powiedzenia jej że Gummi Bear jest tandetny i głupi.