sobota, 6 kwietnia 2013

Nadprodukcja samotnych matek

Jak daleko można się posunąć by zapewnić dziecku miejsce w żłobku czy przedszkolu?

Tak daleko jak wyraźne są braki w ilości miejsc w tych placówkach.
Tak daleko, jak umożliwiają to luki w systemie naboru.
Tak daleko jak zakorzenione są zasady kolejkowiczów rodem z PRL - liczy się tylko interes własny. Pan tu nie stał! Mi, mnie, moje, mojsze.
Tak daleko jak prowadzi nas do tego kryzys, pusty portfel, niepewność jutra.
Tak daleko jak skłania do tego brak jakiejkolwiek polityki prorodzinnej, rządowe prowizorki i katastroficzne reformy.

Na Gazeta.pl natknęłam się na wywiad nt rekrutacji do przedszkoli, w związku z którą występuje formalna "nadprodukcja samotnych matek". 
Jednocześnie dyskusja na ten temat pojawiła się w moim otoczeniu.

Przyznam, że temat mocno wzburzył mi krew.

Dlaczego?

Podczas starań o miejsce do przedszkola "punkty za pochodzenie" otrzymują dzieci matek samotnie je wychowujących, a także dzieci niepełnosprawne i rodziców niepełnosprawnych, dzieci z rodzin zastępczych.

Te pierwsze często pozostają dziećmi rodziców samotnych tylko formalnie. 

Wiele z tego typu zgłoszeń to zgłoszenia dzieci wychowywanych w konkubinatach lub przez małżeństwa, które kłamią w dokumentacji, by otrzymać miejsce.

Podczas dni otwartych w przedszkolu usłyszałam, że od tego roku poznańskie przedszkola będą bardziej weryfikować stan faktyczny. W jaki sposób? Czy będą obdzwaniać anonimowo domy? Śledzić rodziny?Wymagać dodatkowej dokumentacji?Jakiej?

Ja jako pracująca mężatka, w miarę zdrowa i niepobierająca zasiłków, płacąca dzielnie podatki mam dość nikłe szanse by Ni dostała się do przedszkola. W formularzu podałam oczywiście prawdziwe dane.

Sam system elektronicznej rekrutacji sprzyja zaciemnieniom sytuacji.. Formularz prosi o deklaratywne stwierdzenie przez zaznaczenie check boxa czy dziecko jest samotnie wychowywane.Następnie pyta o dane teleadresowe i zakładu pracy  matki i ojca lub opiekuna prawnego.

Nie bada zatem, kto z opiekunów zamieszkuje z dzieckiem, kto się nim realnie opiekuje. Bada dane rodzica biologicznego lub potwierdzonego prawem opiekuna. Zgodnie z literą prawa samotny rodzic to rodzic rozwiedziony, w separacji, osoba stanu wolnego lub wdowiec. 

Formularz nie uwzględnia skomplikowanych sytuacji takich jak np. wychowywanie dzieci ze związku nieformalnego w kolejnym nieformalnym związku. Albo na przykład wychowywanie dziecka samotnie przez rodzica, gdzie drugi rodzic pracuje za granicą i choć łoży na dziecko, jest stale nieobecny. (przykład z wywiadu). Która z tych dwu matek jest "bardziej samotna?"

Wadliwość formularza ale i rzeczywista na co dzień niełatwa prawnie sytuacja osób będących w konkubinatach czy zmagajacych się z systemem alimentów, komornikami, sądami, kuratorami itd. sprzyja zaznaczaniu rubryczek na korzyść rodziców. 

Mogą sobie pewnie zadawać pytanie - skoro system nie pyta o stan prawdziwy, o prawdziwe życie, skoro formalnie spełniają warunki, skoro płacą podatki i pracują, dlaczego mają wytykać luki systemu i strzelać sobie w kolano? Dlaczego mają być lojalni i wobec kogo? Wobec takich jak ja anonimowych rodziców? Kosztem swojego dziecka i swojego portfela?


Rubryczki formularza przypominają egzamin maturalny w postaci testu  z języka polskiego. 
Poprawna jest tylko jedna odpowiedź, często banalna lub idiotyczna i niezgodna ze stanem faktycznym, bo niepozostawiajaca miejsca na podanie okoliczności i interpretację. 

Efektem wadliwej rekrutacji jest narastająca frustracja i bezradność rodziców, wzajemna agresja słowna i irytacja, wzajemne oskarżanie się o uprzywilejowanie i na dodatek na koniec nieprawdziwe dane statystyczne o realnej sytuacji. A przede wszystkim smutne moim zdaniem przekonanie, że zwyczajnie nie opłaca sie mówić prawdy ani oglądać na innych.

Co myślicie?

22 komentarze:

  1. W Warszawie też nadprodukcja samotnych matek. IMO warunkiem uznania za samotną matkę powinno być orzeczenie sądu o pozbawieniu ojca praw rodzicielskich.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewentualnie tak jak w niektórych miastach: wyrok w sprawie alimentów lub orzeczenie w sprawie separacji lub rozwodu. Niestety jest inaczej. Mnie też jedna z dyrektorek powiedziała, że CZASAMI przyjmują dzieci z normalnych rodzin... Powiedziała też, że w jednej z grup ma 12 dzieci z takiego "przydziału" i prawie wszystkie po południu odbiera... tatuś.. także cóż...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiecie, to nadal jest dziurawe - można mieć orzeczenie o rozwodzie i być w kolejnym związku, gdzie dziecko ma opiekę kolejnego partnera i zapewniony byt.

      Formalna definicja samotnego rodzica nie odpowiada przemianom
      obyczajowym.

      Dlaczego ludzie nierozwiedzeni mają być w gorszej sytuacji w porównaniu do kogoś, kto się rozwiódł ale na nowo ułożył sobie życie, ale nie musi się z tego spowiadać w papierach?

      I dlaczego ci rozwiedzeni i na nowo związani mają naprawiać system czy wykazywać jego luki skoro to nie w ich interesie?

      Usuń
  3. A ja np. Jestem dzieckiem samotnej matki i wkurza mnie ten nalot, bo wina nie lezy po stronie samotnych matek tylko niedostatecznej liczbie miejsc w zlobkach. Samotnej mamie naprawde jest duzo ciezej niz mamie w zwiazku- pewnie materialnie jak i czasowo, wiec jak ona nie dostanie miejsca w zlobku to jest to naprawde tragedia. Mama po rozwodzie nawet z alimentami, to zupelnie inna bajka niz pelne malzenstwo nawet jesli tata ma nadal prawa rodzicielskie i dzieckiem sie zajmuje np. W weekendy. Proponuje zejsc z samotnych matek i zajac sie wymuszeniem wiekszej ilosci miejsc w zlobkach i przedszkolach na samorzadzie. Jest ciezko i trudno, ale nie wyzywajmy sie na slabszych i trudno bedzie zweryfikowac kto oszukuje a kto nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyta się przed odpowiadaniem...

      Usuń
    2. Mi chodzi o to, ze trudno to zweryfikowac, a moze skonczyc sie w ogole odebraniem przywileju dla metek samotnych

      Usuń
  4. Chyba mnie kompletnie nie zrozumialaś. Nie mam nic do samotnych matek tylko tych ktorzy się pod nie podszywają... O tym był ten post. O kłamaniu wskutek niedoboru miejsc.

    OdpowiedzUsuń
  5. Malgosek, ja myślę, że nikt się samotnych matek nie czepia, chodzi przede wszystkim o sytuacje, kiedy rodzice żyją w tzw nieformalnym związku, a w zgłoszeniu do przedszkola podaje się, że dziecko jest wychowywane przez samotnego rodzica.
    Trusia do przedszkola się nie dostała ewidentnie przez naduczciwośc swojej matki. W zgłoszeniu było pytanie, czy przedszkole wybrane jest najbliższym przedszkolem dla miejsca zamieszkania oraz drugie, czy jest to przedszkole najbliższe miejsca pracy rodzica. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że jest jesdnym z trzech najbliższych naszego mieszkania, ale nie jest najbliższym miejsca pracy. trudno zresztą byłoskłamać, bo podawało się adres owego miejsca pracy, a skoro Trusiowy Tatuś pracuje 80km od domu, to siła rzeczy musza być po drodze jakieś inne przedszkola, zaś adres pracy mamusi równiez wskazywał na to, że bliższe jej miejsca pracy są co najmniej dwie placów. No i Truś chodzi do przedszkola prywatnego, albowiem tych właśnie punktów w rekrutacji jej zabrakło, wcale nie musiała być dzieckiem samotnej matki. Zastanawiam się, jak to jest, że wszyscy rodzice dzieci, które się dostały (oczywiście tych spoza puli samotnych matek, dzieci niepełnosprawnych, rodziców niepełnosprawnych oraz dzieci, których rodzeństwo do danego przedszkola już chodzi), mieszkają i pracują tuż obok wybranego przedszkola...

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja powiem z innej beczki. Jestem samotna matką, w tygodniu zdaną na siebie (tatuś jest weekendowy) i właśnie przez to państwowe żłobki i przedszkola w ogóle mnie nie interesują. Godziny pracy tych placówek to jest po prostu bajka ... do 16.30 do 17.00? Ja o 16.20 wychodzę z pracy najwcześniej, a to i tak wysiłkiem korzystając z tego że dwa dni w tygodniu dzieckiem zajmuje się moja mama dzięki czemu mogę zostać w pracy do 17.30, 18.00 czy 19.00.
    Poza tym o monitoringu lub o specjalnej diecie można albo pomarzyć, albo trzeba się mocno nastarać, a różnicy w cenie w porównaniu do placówek prywatnych (przynajmniej w Krakowie) nie widzę wielkiej.
    Może gdybym miała kogoś kto by mi dzieciaka odebrał i tą godzine czy dwie przechował, ale tak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Nie jestem samotą matką ale musiałam zrezygnować z prób starań o państwowe przedszkole bo pracuję do 17. a przedszkola sa otwarte max do 17. Mój mąż ma działalność gospodarczą i czasem jest wolny o 15 ale czasem o 21 i nie mógłby na stałe syna odbierać. Placówki państwowe są dostosowane tylko do potrzeb pracowników budżetówki.

      Usuń
    2. BTW, też jestem z Krakowa ;-)

      Usuń
  7. Przedszkole zakładowe jest do 16, bo szychta do 15. PRL siedzi tu mocno i nie da się łatwo wysiudać. A że dziś ludzie kończą pracę o 16 - 17 i jadą z drugiego końca miasta? Nieważne, "przepisy są po to, żeby je przestrzegać", jak powiedział Pan Który Pilnuje Drzwi (KMWTW).

    Dlatego państwo powinno się odczepić od przedszkoli. Na dobry początek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małżu, i tu muszę Cię poprawić :) w większości przedszkoli państwowych i szkół realizowane są projekty współfinansowane ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. To oznacza, że :) W ramach tego projekt wydłużany jest czasu pracy przedszkoli w o dwie godziny, u nas przedszkole pracuje do 15.30, czyli dodajemy 2 godziny mamy 17.30. W tych dodatkowych zajęciach realizowane były i są dodatkowe zajęcia z gimnastyki korekcyjnej, zajęcia teatralne, zajęcia taneczne. Myślę, że Poznań ma w ofercie więcej. Z tego co wiem, takie zajęcia realizuje się nie tylko w małych mieścinach, ale w całej Polsce. W końcu to przedszkole państwowe. Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Gosiu, na 3 wybrane przez nas placówki tylko jedna w pełni realizuje atrakcyjną ofertę i jest elastyczna godzinowo
      Mali Europejczycy - - do 17:30. Pełno BEZPŁATNYCH zajęć dodatkowych https://nabor.pcss.pl/poznan/przedszkole/nabor/?service=external/eduPreschoolInfo:PreschoolDetails&sp=204&sp=X
      Przedszkole pod wiezyczkami - mało zajęć bezpłatnych, do 17tej https://nabor.pcss.pl/poznan/przedszkole/nabor/?service=external/eduPreschoolInfo:PreschoolDetails&sp=210&sp=X
      Przedszkole krola Maciusia - do 17tej, mało zajęć https://nabor.pcss.pl/poznan/przedszkole/nabor/?service=external/eduPreschoolInfo:PreschoolDetails&sp=129&sp=X

      Usuń
  8. Jak rozumiem, swoją wiedzę, czerpiesz z artykułu. Bo jeszcze nie ma decyzji o tym, czy Twoja córka się dostała do przedszkola, czy nie? Moje dziecko się dostało, mimo że zadeklarowaliśmy prawdę, a miasto równie duże co Poznań, albo równie małe jak kto woli ;-) Oburzasz się, że ludzie kłamią i oburzasz się, że przedszkola zapowiedziały weryfikację. O co Ci tak naprawdę chodzi?, bo się pogubiłem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moze kosciół też tym troche powinien sie zajać... tak sa za rodziną. A taka rekrutacja do przedszkoli pokazuje, że nie warto brac slubu, że lepiej żyć w nieformalnym zwiazku w konkubinacie, bo dziecko ma wieskze szanse na dsotanie się do przedszkola. Po prostu to jest obłudne... ja mieszkam w malym mieście Lublinie i u nas nie jest to aż tak duży problem, bo różnica pomiedzy prywatnym a państwowym żlobkiem to ok. 200-300zł, ale np. w Warszawie różnica wynosi nawet ok. 1000zł dlatego ludzie kłamią w deklaracjach
    zoa81

    zoa81

    OdpowiedzUsuń
  10. Co do godzin - przedszkole do jakiego startujemy jest otwarte o dziwo do 17:30. Ale to chyba wyjątek...
    A co do nieformalnych związków - zazwyczaj osoby w tzw konkubinacie sa gorzej traktowane prawnie, a w przypadku rekrutacji ich sytuacja pozwala na kłamstwo w obliczu prawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też niektore przedszkola są czynne do 17:30, ale jak się okazuje - nie grupy maluchów, grupy maluchów są np do 15:45, o 17:30 można odebrac starszaka. Albo wszystkie grupy sa do 17:30, ale wiekszosc dzieci odbierana jest ok 16 - te samotne matki chyba tyle czasu maja. Czasami przez te 2h niedobitki z różncyh grup są po prostu upychane w jednej sali i 1 pani pilnuje, by się nie pozabijali. Ja podziękowałam panstwowym placowkom - wolę płacić, i być klientem, a nie petentem.

      Usuń
  11. Asiu, mieszkam w małym mieście, ale z tego co wiem zapisując dziecko 2 stycznia, masz duże szanse aby dziecko się dostało. Na pewno nie jest w porządku gdy ktoś kłamie i w ten sposób dziecko zostaje przyjęte. U Kacperka w grupie jest troje dzieci samotnych mam, w tym jedno dziecko wychowywane w konkubinacie i co z tego? tatuś tego trzeciego 3/4 czasu siedzi w pace, więc kobieta jest de facto samotna.Z tego co wiem, przedszkole ma finansowane 100%. Czasami wydaje nam się to i owo, a tak naprawdę jest inaczej. Nie znasz tak naprawdę sytuacji innych ludzi. Nie tylko Ty borykasz się z niesprawiedliwością systemu. Niektórzy nawet chcąc do państwowego i tak posyłają do prywatnego na przykład ze względów logistycznych, bo jest po prostu bliżej od domu. Jeżeli podanie złożyłaś wcześnie czyli 2 stycznia na pewno się dostanie. Jakoś trudno mi w to uwierzyć, że wszyscy tak nagle chcą do państwowego. Jest duża grupa ludzie dobrze zarabiających, których stać na przedszkola językowe czy inne. Tak czy inaczej trzymam kciuki aby Nina dostała się do przedszkola, które Wam się podoba. Pozdrawiam wiosennie, chyba w końcu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O przyjeciu do przedszkola samorzadowego nie decyduje kolejnosc zgloszen a ilosc punktow.

      Usuń
  12. W Krakowie sa 3 przedszkola samorzadowe otwarte do 18. I to akurat takie molochowate. Pozostale do 16-17. Wybralismy prywatne rowniez ze wzgledow finansowych. W prywatnym czesne wynosi 750 pln. W tym angielski, taniec i inne zajecia. W panstwowym bezplatne sa tylko godziny od 8 do 13. Kazda pozostala rozpoczeta godzina jest platna a nasz syn bylby przywozony ok 7.40 do 18. Razem z platnoscia za angielski i taniec musielibysmy liczyc ok 400 pln , do tego musielibysmy komus placic za odbieranie go, zawiezienie do domu i zajecie sie nim chwile z powodu godzin otwarcia. To ja juz wole doplacic te 100-200 pln i miec przedszkole otwarte do 19.00 w razie jakis mega korkow czy sytuacji awaryjnej, a oplaty za wyzywienie sa porownywalne.

    OdpowiedzUsuń
  13. My nie przedszkolni jeszcze i póki co sytuacja nas nie dotyczy. Mam ten komfort, że mogą sobie pozwolić na bycie w domu z dzieckiem. Poza tym, w naszej małej mieścinie prywatne przedszkole nie jest tak drogie jak np. w Warszawie więc zawsze istnieje alternatywa.
    Wywiad czytałam, zanim Ty napisałaś posta i pamiętam, że główne uczucie jaki mi towarzyszyło to zniesmaczenie. Bo tak jak napisałaś :"Tak daleko jak zakorzenione są zasady kolejkowiczów rodem z PRL - liczy się tylko interes własny. Pan tu nie stał! Mi, mnie, moje, mojsze." Smutne to.

    OdpowiedzUsuń