Moje dziecko należy do gatunku "trudnousypialnych", wymagających tulenia, rozmowy i obecności przy zapadaniu w sen.
Należy także do często się wybudzających i chlipiących.
Oraz późno chodzących spać.
Choćby była wyciszana i kładziona o dwudziestej, nie zaśnie przed 22-gą.
I wcale jej się nie dziwię.
Na pewno gdzieś za górami i lasami są bardzo grzeczne dzieci, które pięknie same chodzą spać i ładnie przesypiają noce.
Na pewno istnieją nie tylko w bajkach i opowieściach zakochanych rodziców...
Ale ja się Nince nie dziwię, choć jestem wykończona przez te jej harce.
To nawet bardzo zdrowe objawy...
Bo czyż prawidłowe jest i normalne to, jak wygla moje i wielu innych rodziców życie codzienne?
Rodzice wychodzący do pracy około 7-8 rano. Wracający około 18-tej. Zmęczeni, wypompowani.
I dzieci spędzające cały dzień albo z obcymi ludźmi w żłobkach, albo samotnie w domu z jedną opiekunką.
Dzieci, które zimą spędzają tylko ułamek dnia na świeżym powietrzu. Które nie mają za bardzo gdzie o tej porze roku spożytkować swojej energii.
Które mają rodzica dla siebie przez żałośnie bolesną chwilę.
I to chwilę, którą zajmują mu także inne czynności domowe - pranie, gotowanie, ogarnianie wiecznego chaosu. A coraz częściej chwile, kiedy rodzic - przemęczony kłębek nerwów - próbuje także pracować zawodowo.
Na dodatek to rodzic kochający i tęskniący, walczący notorycznie z poczuciem winy, kiedy włącza te cholerne bajki, by choć chwilę przymknąć oko i uciszyć gonitwę problemów w głowie. Rodzic, który wieczorami łapie chwile, próbując nadrabiać dni spędzane bez dziecka i z zaskoczeniem odkrywa kolejne etapy jego rozwoju.
Tak. To o mnie, ale i pewnie o Was.
Dlatego choć ledwo zipię, nie będę kłaść na siłę Ni do łóżka w porze, w jakiej grzeczne dzieci dawno już śpią.
Bo ona nie jest jakimś tam rasowym grzecznym dzieckiem
Tylko MOIM.
Ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Znam tę historię nad wyraz dobrze. Starszy też taki był, że stęskniony chciał mieć mamę jak najdłużej przy sobie, a ja wracałam z pracy 18-19. Nadszedł jednak moment, gdy w domu zostaliśmy we dwójkę, a później - we trójkę i problemy ze snem minęły jak ręką odjął. Przy okazji też kilka innych. Dlatego zdecydowałam się ostatecznie na pracę z domu i nie żałuję, nawet na moment. Choć to trudne i nocy nieprzespanych wiele to radość z obserwowania dziecięcych postępów, wysłuchiwania ich przemyśleń, obserwowania współpracy - bezcenna!
OdpowiedzUsuńAmen. Coś mnie trafia kiedy słyszę od sąsiadki pracującej w Urzędzie Skarbowym do 15 że kiedy Piotrek pójdzie do przedszkola będę miała więcej czasu dla siebie bo będzie wieczorem zmęzczony i o 19 mogę kłaśc go spać zamiast około 21.00 - 21.30. WTF? Ja z pracy wracam o 18, syn około 18 będzie odbierany z przedszkola, to jak ma nasze życie wyglądać? Zdejmujemy buty, kolacja i spać? Nie piszę się na to.
OdpowiedzUsuńNo właśnie, mi się wydaje, że to może być podejście ludzi którzy pracują w innym rytmie. Którzy nie znają tego wiecznego pędu i braku czasu, zmęczenia i braku czasu dla dziecka...
OdpowiedzUsuńWystarczy, że, tak jak u moich sąsiadów, jedno pracuje w urzędzie od 7 do 15, a drugie w firmie prywatnej od 9 do 17. Dziecko zawożone jest do przedszkola dopiero na 8.30, odbierane o 15.30, o 16 jest już z mamą w domu. Ja pracuje od 9 do 17, mój mąż często jeszcze dłużej. OK, nie musze dziecka budzić o 5.30, ale ten czas rano nie jest pełnowartościowy. Pośpiech, ubieranie. Najbardziej boli mnie, że tak wiele ciekawych zajęć dla dzieci nas omija, bo są w tygodniu w godzinach pracy, a jak juz znajdę jakieś o 18-18.30 to Piotrek po prostu jest już zbyt zmęczony :-( Pozostają jedynie weekendy.
UsuńTeż mam podobne dylematy. Wprawdzie sytuację wpaniałą, bo mieszkanie ciasne,ale własne jest. Bez kredytu na 40 lat i obaw jak zapłacę ratę jak mnie zwolnią. Pracowałam (bo teraz z drugą córką - 2 miesięczną na macierzyńskim jestem) na pół etatu plus zlecenia z domu; mąż dorabiał jako nauczyciel, dziennikarz, pisarz - co się dało:) Oboje stwierdziliśmy, że za bardzo nam zależy na uczestnictwie w życiu dzieci, żeby je widywać przez 2 godziny dziennie i oddać na wychowanie obcym. Brzmi bardzo górnolotnie może, ale gdzieś tam się do tego sprowadza - mniej kasy, możliwości (również dla dzieci) ale więcej czasu z dzieckiem, czy zarabianie na dodatkowy angielski, konie, nianię, fajne wakacje (lub kredyt -i to oczywiście podstawa, którą ja szczęściara mam a większość nie). I nie ma "prawidłowej"odpowiedzi. Zawsze będziemy się za coś winić- tak to już mamy jako mamy ( i tatusiowie też).dorota
OdpowiedzUsuńp.s. Nasza starsza jest w żłobku codziennie od 8.30do15. Mogłaby krócej, ale szczerze to nie chce wychodzić. Uwielbia być z dziećmi, potrzebuje tego czasu bez nas z paniami, rytmiką ,wyklejankami, piosenkami. Popołudnia i wieczory ma z nami, ale bajki też lecą, bo nie mam siły przy dwójce cały czas kreatywnie się bawić. Poza tym dochodzi jej zmęczenie i bajka jest takim czasem trochę wyciszenia( albo to moje wytłumaczene,żeby choć raz wypić gorącą nie zimną herbatę;-))) ).
Temat jest tak samo trudny dla rodziców pracujących w wolnych zawodach. Niby jestem cały tydzień w domu. Ale pracuję. Malo tego, nie pracuję w ustalonych godzinach, tylko 24 godziny na dobę. I przez ten czas powinnam, podkreslam - powinnam, mieć totalny spokój, żeby myśleć. Jest to z gruntu i roli fikcja - nie mam spokoju, nie mam czasu, nie mam ochoty na klocki, bajkę, puzzle. A potem mam wyrzuty sumienia. WObec dziecka. Wobec teatru. Wobec siebie. Nie ma dobrego wyjścia. Niestety.
OdpowiedzUsuńDziewczyny dzięki za Wasze głosy.
OdpowiedzUsuńTrava - ja doświadczyłam nie raz pracy zdalnej i jest to często awykonalne. Po prostu efektywność dramatycznie spada. Trudno mi sobie wyobrazić "wolny zawód" dzień w dzień z maluchem w domu. To wielkie wyzwanie i odpowiedzialność - tak jak piszesz, jesteś 24h w pracy.
Aha, ja nawet gdybym nie musiała ze względów finansowych, chciałabym pracować, ale już niekoniecznie ślęczeć w weekendy i wieczorami:)
My Gabi też na siłę nie kładziemy.Ostatnio poszła spać o 23.
OdpowiedzUsuńAż mi łza w oku zakręciła...
OdpowiedzUsuńpieknnie to napisałaś. My kladziemy córę ok. 20. ale też sama nie zasypia, aż wstyd sie przyznać lulamy ją w wózku, ap oźniej przekladamy do łóżeczka, ma 19miesięcy. Mieszkam w mniejszym mieście, wiec w domu po pracy jestem o 16.30 i te 3 h z dizeckiem chce wykorzystac jak najbardizje intensywnie. ale nie zawsze sie uda , bo trzeba troche dom ogarnac, ugotowac. Po 20 jak już połozymy spać malą ,zalegamy na kanapie i czasami nie mam sily na nic. Lena chodzi do złobka,ale non stop choruje i siedzi z nią tatus, który od kilku miesiećy szuka pracy.
OdpowiedzUsuńZoa81
wcale nie za górami ani za lasami, tylko z drugiej strony Poznania;-) akurat mam w domu egzemplarz zasypiający najpóźniej o 20:30 i śpiący ciągiem do rana we własnym łóżeczku. to nie ściema ani bajka;-) oboje pracujemy, ja często wybywam na delegacje, mąż 3 dni w tygodniu wraca do domu przed 20, czyli od razu na kąpiel Łucji. Lu pakuje się do swojego wyrka z ukochaną maskotką, czytamy bajki, śpiewamy kołysanki i idzie spać. mamy fuksa i nadzieję, że drugie szybko wejdzie w podobny rytm.
OdpowiedzUsuńaczkolwiek, na naszym zadupiu akurat dzieciom wyjątkowo dobrze się śpi, co nas kto dzieciaty odwiedzi to jego dziecko uderza w kimono. w razie czego zapraszam;-)
Wiem wiem, są takie dzieci i przemawia przez moje czarne złe serduszko, że to się nie dzieje u mnie:))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!!
I coś może faktycznie jest jeśli chodzi o klimat miejsca zamieszkania - Ninkę wybudza każdy głos sąsiada, stuknięcie w kaloryfer itd.
Dzięki za ten wpis.
OdpowiedzUsuń