czwartek, 17 stycznia 2013

Zmrożona Filifionka. I zmieszana

Czasem jestem marudną upierdliwą panikarą. Takim Paszczakiem skrzyżowanym z Filifionką.



Są historie, które mnie zamrażają w stanie emocjonalnego zeskorupienia i paraliżu lękowego. Włączają mi czarnowidztwo.

Ileż to ja już razy "odkrywałam" u siebie raka;/ Podczytywane w dzieciństwie do poduszki leksykony medyczne  z przypadkami syfilityków, słoniowacizny i filariozy wbiły mi się skutecznie w wybujałą wyobraźnię.

Swoją drogę wizytę na onkologii i biopsję na szczęście z pomyślnym dla mnie wynikiem mam już zaliczoną...

Kiedy czytam blogi, historie chorób i ciężkich przypadków, zwłaszcza dotyczących dzieci, moja wyobraźnia zaczyna mocno pracować.

Wczoraj przeglądałam Facebooka i natknęłam się na trójkowym profilu posta promującego wywiad autorki nowego cyklu Matka Polka Feministka (polecam!) z Bartoszem Rajem, autorem bloga hantek.blox.pl.

Coś mnie tknęło.

Zajrzałam na niego.

I mnie sparaliżowało.

Bloga Bartka czytałam kiedyś będąc w ciąży i prowadząc blog na bloxie.

Przestałam. Chyba z racji... gładkości i piękna bloga, zachwytów nad córkami, szczęścia bijącego i wszechobecnej miłości.
Czy byłam tak ponurym grzybkiem zazdrości, że cudza radość kuła mnie w oczy? Chyba nie.
Ale miałam wówczas trochę czarnych chmur nad głową i wolałam czytać bardziej.. hmm... realistyczne i ironiczne blogi.

A blog Bartka był to blog opisujący dumę ojca z jego słodkich córeczek - Hantka i Majtka. Pięknych jak laleczki i mądrych blondyneczek. A także wspominający  NMG - najwspanialszą matkę globu. Z bloga biła jasność i ekstremalna miłość.

Aż tutaj...

Okazuje się, że rok temu między jednym obiadem a drugim okazało się, że Hantek ma raka na rdzeniu kręgowym. 18-to centymetrowego potwora.
Hantek, ta ikonka starsza, śliczna dziewczynka dziś odbywa rehabilitację - jeździ na wózku, ma założony jeszcze na wiele lat uciążliwy gorset, a przed nią wizja dalszego leczenia.

A zaczęło się niby tak zwyczajnie od upadki ze ślizgawki, a potem mdłości, wymiotów, utraty równowagi.

Bartek na jakiś czas z uwagi na ogrom stresu zawiesił bloga, ale wrócił do niego.

Dziś opisuje dzielność Hantka i całej rodziny.

Dalej jest to blog pełen miłości. Ale także teraz jest to blog o strasznym lęku o dziecko, który i ja w jakimś aspekcie poznałam. O zimnym pocie zalewającym o szóstej rano i nerwowych skurczach mięśni i żołądka.

Po ubiegłorocznej historii z OIOM drżę jak osika kiedy Ni zaczyna poważniej chorować. Na myśl, że mogłoby się jej coś stać wpadam w emocjonalną czarną dziurę.

I kiedy zajrzałam na bloga Bartka dotarła do mnie znów ze zdwojoną mocną trywialna przecież myśl o kruchości naszego szczęścia, od jego ogromnego uzależnienia od zdrowia.

Nie wcale nie myślę o tym czego bał się Bartek "dobrze, że to nie moje dziecko".
Myślę "to straszne, że taki kochany maluch tak cierpi". Trzymam za całą rodzinę kciuki.

I myślę i zaklinam zdrowie, geny i los "oby nie ona, oby nie my, tylko nie ona, proszę"...

2 komentarze:

  1. Znam tego bloga. Jest tyle chorych dzieci, że też mnie to przeraża :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Absolutnie piekny, wzruszajacy tekst...
    Kylana.

    OdpowiedzUsuń