Obserwatorem scenek.
Słuchaczem, bo raczej nie podsłuchiwaczem - niektóre rozmowy toczą się zdecydowanie zbyt głośno.
Omawiane są sprawy biznesowe, przypadki i wypadki męsko - damskie i w innych konfigurajach, wspominane są grube imprezy i ujawniane życiowe niedyskrecje, historie kredytów i upadków.
Czasem z komórki nobliwie wyglądającego pana rozlegnie się dzwonek "Ona tańczy dla mnie".
Czasem nastolatka nakłada drugą twarz za pomocą warstw tapety przed dotarciem do szkoły.
A czasem przez telefon toczą się zaskakujące rozmowy.
Dyskutanci zapominają, że znajdują się otoczeniu innych ludzi, którzy mogą poznać meandry ich prywatnych i służbowych spraw. A może zwyczajnie ich to nie obchodzi? Bo zdecydowanie kultura korzystania z komórki się u nas nie rozwinęła...
Jakiś czas temu słyszałam na przykład zaaferowanego pana mówiącego nawet nie scenicznym szeptem, tylko zupełnie wyluzowanego, umawiającego się z dziewczyną świadczącą usługi erotyczne: "A ile? A minetkę mogę zrobić? Nieeeee?". Oczywiście w swej gorącej krwi nawet nie zauważył uśmieszków pasażerow...
A wczoraj z kolei słyszałam fragment dość niepokojącej historii, z której wynikało, że bita przez partnera/męża kobieta dzwoni do swojej matki na skargę i dopytuje o losy innej koleżanki "która jest w tej samej sytuacji, też miała obdukcję".
I co było straszne?
To, że dla tej umęczonej z wyglądu kobiety to jest życiowa norma, coś co ją spotkało czy spotyka. I dla jej znajomej też. Pokrzepiające - że szuka pomocy...
Pan mąż liberał czytający magazyny i tygodniki opinii różnego autoramentu i z prawa i lewa podrzucił mi artykuł z "Uważam Rze".
Z jego danych wynika, że co roku notowanych jest 130 tys przypadków przemocy domowej, ale na 10 przypadków zgłaszanych jest tylko 3. Aż w co trzeciej rodzinie dochodzi do przemocy! A ustawa o jej przeciwdziałaniu weszła dopiero w 2005 roku. Z artykułu wynika, że do niedawna ofiary przemocy nawet były pozbawione prawa do bezpłatnej obdukcji i płaciły za nią ok. 150-180 zł. Można się domyślić, ilu koniecznych obdukcji nie było. Pomijam już kwestie przemocy psychicznej, której nie da się tak łatwo udowodnić... Albo kwestie gwałtów małżeńskich.
Brakuje też szkoleń dla policjantów w zakresie postępowania z ofiarami przemocy. Dla porównania w UK kobieta otrzymuje 3 pagery i kiedy sprawca, mający zakaz zbliżania się do niej, pojawia się w pobliżu, może nacisnąć pager i pojawia się policja... (teoretycznie).
I ja właśnie w tym tramwaju zetknęłam się z obcą kobietą doświadczającą przemocy. Choć jej rozmowa nie powinna mieć miejsca w tym miejscu, pierwszy raz od jakiegoś czasu nie poczułam niesmaku w takiej sytuacji tylko wielkie współczucie, ale też złość na sytuację na to, że jest wmieszana w taki układ i chęć powiedzenia jej "nie daj się kobieto, działaj, zostaw go, uciekaj". Albo "oddaj mu!"
Oczywiście zgodnie z konwenansem uprzejmej nieuważności nie zrobiłam nic...
Wysiadłam z nową historią na bloga w głowie.
A propos tej sytuacji, zobaczcie proszę nową australijską kampanię wspierającą dzień Białej Wstążki, skierowaną przeciwko przemocy wobec kobiet, skierowaną do mężczyzn (Justa, dzięki za link) pod hasłem Hey, mate!
Czy możecie sobie wyobrazić że tygodniowo co najmniej jedna kobieta w Australii umiera na skutek przemocy domowej?
Według organizacji UNIFEM co najmniej jedna na trzy kobiety na świecie była bita, zmuszona do seksu lub w jakiś sposób wykorzystana a sprawca był osobą jej znaną...
Społeczny sprzeciw wobec aktów agresji fizycznej i werbalnej, wobec napastowania seksualnego wyrażony w prosty sposób - poprzez sygnały społecznej kontroli, poprzez obywatelskie postawy niewymagające bohaterstwa, według autorów mogą wiele zmienić.
Ale i tak zawsze ktoś dostanie łomot, bo zupa była za słona.
P.S Wrzuciłam Kiddie do galerii zgłoszonych blogów w konkursie Blog Roku, stąd z boku obowiązkowy boks z linkiem. Z przekonaniem o braku jakichkolwiek szans, aczkolwiek z celem pt. "może ktoś zobaczy linka i będzie na moje blogowe poletko wpadał i dyskutował, polemizował".
Nie będzie tu żadnych żebrolajków i próśb o głosiczki:)
P.S I choć zrobiło mi się bardzo miło, nie uderzyła mi sława do głowy kiedy ostatnio Kiddie zostało blogiem tygodnia na Mamabu :P. Dziekuję wyróżnienie, miłą recenzję i Dominice z serwisu za za powiadomienie :)
P.S Dziękuję też za wyróżnienia zaproszenia do zabaw-łańcuszków blogowych. Raz skorzystałam i skasowałam te bardzo osobiste wypociny, teraz się mocniej zastanawiam nad braniem udziału, ale doceniam:)

Asiu, nie zgadzam się z tym że policja polska nie jest szkolna....To nie jest wina policji. Policjant zakłada niebieską kartę, ale zmusić kobiety nie może aby złożyła doniesienie, "założyła sprawę", taki delikwent nawet na sprawie wyraża skruchę, idzie np.: na odwyk, wraca za jakiś czas. Chwilę jest dobrze i potem na nowo. Kobiety boją się, bo same nie umiałyby sobie poradzić, są zdane na łaskę tyrana, pana i władcy. Nie mają dokąd pójść, bo jak podziać się w jednym pokoju przydzielonym z PCPR-u z piątką dzieci, no powiedz jak, a z czego potem żyć, z jałmużny z MOPSu. I uwierz mi policjant pomaga, mój mąż na przykład od razu zakłada niebieską kartę, wtedy taka kobieta jest pod opieką dzielnicowego itd. Policja szkoli, wysyła na kursy, szkolenia, jest tego bardzo dużo, niestety ludzie nie doceniają pracy policji, plują na policję, dla zwykłych obywateli to psy. A gdy potrzebujemy pomocy dzwonimy po policję. Zjawisko przemocy jest, było i będzie, najsmutniejsze jest, że dotyka bezbronne kobiety i dzieci. Jeszcze zatrważająca jest znieczulica, bo "poduszkowcy" (babcie siedzące w oknach) wszystko zawsze widzą i uprzejmie donoszą, a o tym, że dzieje się źle za ścianą jakby nie widziały :(((
OdpowiedzUsuńVolaantis (Gosia)
Polecam książkę pod redakcja pani Christine Ockrent, zatytułowaną
OdpowiedzUsuń"Czarna księga kobiet". Niezwykła lektura, po której żadna kobieta i zapewne wielu mężczyzn nie pozostaną tacy sami psychicznie.
Gosiu, dzięki za głos - o tej policji napisane było w artykule. Dobrze, że przytaczasz głos z drugiej strony.
OdpowiedzUsuńKawałek siebie - dzięki za polecenie książki, sprawdzę to.
Mała uwaga do tego. Teraz to nie tylko przemoc wobec kobiet. Istnieje też przemoc wobec płci brzydkiej. Coraz częściej się o tym mówi. A co do sytuacji w UK. Bez przesady z tym lepszym stanem. W tym kraju obowiązuje zakaz bicia kobiet pasem po 22.00. To pozostałości po epoce wiktoriańskiej. W wielu krajach takich kretynizmów jest pełno.
OdpowiedzUsuńteż jestem takim podsłuchiwaczem :)
OdpowiedzUsuń