czwartek, 13 grudnia 2012

Nusia i baranie łby. Hulim skulim.


Zanim przejdę do recenzji, chciałabym przytoczyć przykład dziecięcej logiki i fantazji, które chadzają własnymi ścieżkami.

Ninka dzisiaj czytała ze mną Tupcia Chrupcia, gdzie pojawia się na ilustracji myszka w stroju św. Mikołaja. Ni skonfundowana zmierzyła ją wzrokiem i rzuciła: "To jest... To jest... Święty...Święta...Święta Myszka!!"

A w wannie nuciła sobie znaną piosenkę: "Katastrofoooo! Katastroooofo! Gdzie jesteś?!!!" (Gdybym miała kota lub psa już wiem, jak miałby na imię...)

Te dwie przykładowe scenki wpisują mi się w mój codzienny świat, w którym jestem codziennie zaskakiwana odmiennymi od moich torami myślenia i zapraszana do uczestnictwa w tej łamigłówce.

Książka o Nusi to podobny przykład wejścia w inny niż nasz świat dziecka.

Nusia to mała indywidualistka. Przekonujemy się o tym od razu.

Wylądowała z rodzicami w turystycznej enklawie gdzieś w Turcji czy Egipcie i straszliwie się nudzi. Rodzice smażą się na leżaku nad basenem w klatce białego wysokiego budynku z setkami identycznych balkoników.

Turyści dookoła mówią w obcych językach, rodzice są usmażeni i rozleniwieni i nie rozumieją jak tak fantastyczny pomysł na spędzenie wakacji może się Nusi nie podobać.




A nie podoba się i koniec.

Nie chce się kąpać.
Nie chce się opalać.
Nie chce się przebrać w strój.

Wybiera się zatem w rejon plaży, gdzie może pobyć sama i pobawić się tak jak lubi. Tam natrafia na... dziwne dzikie owce, którymi musi się zaopiekować, wydoić je, nakarmić, ostrzyc.



Autorka nie sugeruje nam czy owce są wykwitem wyobraźni i tak naprawdę są chociażby strzępami morskiej piany, czy też pojawiają się realnie w uniwersum książki. Owce są dziwaczne, wydają niespotykane odgłosy i żywią się dość obrzydliwie - starymi plastrami. Ich obecność sprawia, że książeczka jest równie dziwna i rządzi się swoją logiką.

W książce nie ma innych dzieci, dorośli są praktycznie nieobecni i bardzo chyba odlegli emocjonalnie (nie bez kozery na stoliku tatusia leży chyba książka American Psycho...). Jest tylko samotna mała dziewczynka w świecie swojej fantazji i niezależności.



Ninka pokochała książeczkę.

Bardzo spodobała jej się Nusia - może z racji imienia podobnego do Ninusi.   W oryginale dziewczynka ma na imię Gittan, co jest zdrobnieniem od Bridgitte.  Nazwanie w polskim tłumaczeniu bohaterki Nusią  to zręczne posunięcie - Nusia może być zdrobnieniem od każdego imienia i budzi od razu sympatię, a u dorosłego także uczucia opiekuńcze:)

Nince spodobało się także, że Nusia nie chce się kąpać i rozebrać - a Ninka przecież często ma takie pomysły. Zachwycił ją także ogrom wody i piasku oraz to, że owce mówią dziwnym językiem. Zaczęła go zresztą z radością naśladować. "Hulim skulim" wejdzie zresztą chyba na stałe do naszego języka domowego.

To książka, nad którą dorosły musi się pochylić, odpuścić swoje racjonalne myślenie i podział świata na rzeczy oczywiste i nieoczywiste, smaczne i obrzydliwe, fajne i niefajne.

Z pewnością sięgniemy po kolejne części książek o Nusi, której Ninka została ewidentną fanką-koleżanką. Ze stosu książek wypożyczonych z biblioteki domagała się powracania do właśnie tej jednej: Nusię chcę!Rzekę chcę! To dla mnie najlepsza rekomendacja.

Autorka podobnie jak w "Filipie i mamie, która zapomniała" w ciepły sposób pokazuje pokręcony świat dziecięcej wyobraźni, wrażliwości i niezależności. Ale także świat, w którym dorośli są odlegli i nie rozumieją dzieci...

Nusia nie jest piękna, nie jest niezwykła, nie przydarzają jej się niezwykłe przygody, nie żyje w baśniowym świecie. A jednocześnie budzi sympatię i zaciekawienie. I pokazuje, jak dziecko przez doświadczenie buduje wewnętrzną siłę, pokonuje lęki, potrafi być samodzielne. To duża wartość tej książeczki.
Podobnie jak w "Filipie..." dzieci okazują się także mądrzejsze, bardziej wrażliwe i sympatyczniejsze od dorosłych. Rodzic czytający książkę musi spojrzeć na siebie i swoje zwyczaje nieco z dystansem.

Moja ocena: 8  na 10


P.S Ta i wiele innych książek jakie recenzuję pochodzi z imponujących w wartościowe nowości zasobów poznańskiej osiedlowej biblioteki w DK Dąbrówka, o której już kiedyś pisałam i polecam. (pomimo działu dziecięcego w piwnicy i wejścia do budynku po stromych schodach:))

3 komentarze:

  1. Dzięki Kiddie mam już pomysł na prezent :) Bardzo Ci jestem wdzięczna za te wszystkie wnikliwe recenzje, myślę, że nie jedna mama z nich korzysta. Twoj blog z pewnośćią ułatwia życie rodzicom, którzy tu zaglądają. Gdy moja córeczka się urodziła zaczęłam czytałam kilka blogów o tematyce dziecięcej, ale z braku czasu zostało tylko Kiddie. Bardzo fajnie się czyta. Zdrówka życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję:))Zrobiło mi się bardzo bardzo miło i czuję się wyróżniona:))W zanadrzu mam jeszcze około 14 recenzji, muszę dawkować co jakiś czas:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Aha, a na prezent na dłużej gorąco polecam "Gdzie jest tort" i "Wielki piknik" oraz "Gdzie jest moja siostra?"

    OdpowiedzUsuń